2 maj 2017

Tying The Nott Chapter III





Oryginalny tytuł: Tying the Nott
Autor: ShayaLonnieBeta: Katja
Zgoda: Jest




Wiem, wiem. Miał być 30 Kwietnia! Ale jeśli przeczytaliście tłumaczenie Black Rose, to bardzo dobrze wiecie z czego wynikało te dwu dniowe opóźnienie, jeśli nie, to serdecznie na tą miniaturkę zapraszam. Jednak nic już na to nie poradzę, nie będę przepraszać jeszcze raz, ale za to od razu zapraszam Was na tak długo wyczekiwana trzecią część! Ciekawi, co postanowi Panna Granger?:> 

5 Marca 2004

Hermiona odeszła od Malfoya i wybiegła z kawiarni najszybciej, jak tylko mogła. Obietnica, że jeszcze rozważy ślub z jego przyjacielem — z kompletnym nieznajomym — wisiała w powietrzu. Miała zamiar iść cieszyć się przyjemnym, tradycyjnym już obiadem w weekendy z rodzicami w ich domu, a później wrócić do domu, by zastanowić się nad sposobem wyjaśnienia Draconowi, że prędzej piekło zamarznie niż zwiąże swoje życie z Theodorem Nottem. Złączyć siebie i swój rdzeń z jego osobą... 

Może powinna się skontaktować z Billem i zobaczyć, czy istniał lepszy Łamacz Klątw niż Nott, by sprawdzić klątwę Mrocznego Znaku. Ciepła herbata, ciasteczka i wieczór z książkami oraz poszukiwaniami — to właśnie coś, co pomoże jej odwrócić uwagę od poczucia winy, w które wpędził ją Malfoy. 

Problemem był fakt… że wcale się nie pomylił — czego nienawidziła — co do jej tendencji do poświęcania siebie. 

Praca z Draconem, nie mówiąc już o uczęszczaniu do tej samej szkoły przez siedem lat, nauczyła Ślizgona, że Hermiona była gotowa zaryzykować własne życie, by ocalić inne. Jej krucjata, by uwolnić Skrzaty domowe w czasie czwartego roku, nigdy tak naprawdę nie dała o sobie zapomnieć. Tak naprawdę stoczyła publiczny pojedynek z czarodziejem znęcającym się nad skrzatem, rok temu, przez co Draco musiał śpieszyć z nią do Świętego Munga po tym, jak oberwała wyjątkowo paskudnym zaklęciem tnącym, a Harry aresztować jej przeciwnika. 

— Jesteś idiotką — powiedział wtedy Draco, kiedy uzdrowiciel magią zszywał jej skórę ramienia. 

Ron, który już był w szpitalu z Artiem, który dostał łagodnej smoczej ospy, skrzywił się w stronę Ślizgona. 

— Odwal się, Malfoy. 

— Odwal się, Mowfoy — powtórzył Artie i zachichotał. 

— Cholera — mruknął Ron. — Nie mów tak przy mamusi — dodał, na co chłopiec wybuchnął śmiechem, by następnie kichnąć i wydmuchać iskry z nosa, które poleciały na szaty jego taty, podpalając je.

— Kurwa, kurwa! — krzyknął. — Pieprzona smocza ospa! Artie, weź eliksir! 

— Nie! — wykrzyknął histerycznie. 

Hermiona zaśmiała się, krzywiąc się lekko, gdy uzdrowiciel zakończył pracę nad jej ramieniem. — Chodź do cioci Hermiony — powiedziała i rozłożyła ramiona dla chłopca z pozieleniałą twarzą. 

— Tatuś powiedział cholera — szepnął Artie Hermionie na ucho i ponownie zachichotał. — Mamusia się wścieknie!

— Właśnie tak. — Hermiona z uśmiechem sięgnęła po eliksir znajdujący się w dłoniach Rona, po czym podała go dziecku, które wzięło go od niej bez żadnego marudzenia, co wywołało niedowierzenie na twarzy Rona. 

Draco przewrócił oczami. 

— Ratowanie skrzatów domowych, wilkołaków, a teraz jeszcze przytulasz się z gryzącym kostki nosicielem Smoczej Ospy. Na Merlina, Granger, czy ty nie masz żadnego instynktu samozachowawczego?

Była w stanie zrobić prawie wszystko, by ocalić czyjeś życie. Ale małżeństwo? Po tym wszystkim, co przeszła w czasie wojny, nie zasługiwała przynajmniej na coś romantycznie normalnego? Nie mogła mieć oddania jak Draco z Luną? Pasji jak Blaise i Ginny? Miłości Harry’ego i Dafne? I czegokolwiek, co mieli Ron z Pansy? 

Harry. Boże. Draco powiedział, że Dafne była skłonna zerwać zaręczyny, żeby tylko ocalić Theo poprzez ślub z nim. Było to okrutne dla Malfoya, by rzucić tę kartę przetargową na stolik. Hermiona niemal czuła się szantażowana; miłosne życie Harry’ego za jej własne. Merlinie, dopomóż jej, wiedziała, że zrobi to, jeśli do tego miało dojść. Harry Potter zasłużył na szczęśliwe zakończenie po tym wszystkim, a Hermiona rozprawi się z każdym, kto wejdzie w drogę temu szczęściu. 

Zepchnęła swoje problemy na bok, kiedy pojawiła się w domu rodziców, teleportując się na końcu ulicy, by przejść resztę drogi. Mimo zapewnień, że ciągle czuli się swobodnie wokół magii — nawet kiedy zostali dzięki niej zmanipulowani przez ich własną córkę — Hermiona zdawała sobie sprawę, że czasami odczuwali niepokój. Raz teleportowała się prosto do ich salonu i przestraszyła matkę tak mocno, że obie kobiety skończyły na płakaniu. 

— Jak praca, kochanie? — zapytał ją ojciec przy obiedzie. Brązowy ryż i warzywa na parze zajmowały większą część ich talerzy, zamiast tradycyjnej już przepysznej lasagne jej mamy czy ulubionego chińskiego żarcia na wynos, które zdecydowanie wolał jej tata. 

— Jesteście na diecie? — zapytała w zamian, wskazując na sałatę, która zdawała się nie mieć nawet sosu. Spojrzała na mamę, która była zdecydowanie zbyt szczupła, by nawet myśleć o zmiejszeniu swojej wagi, a jej tata też wyglądał, jakby zgubił z sześć albo i dwanaście kilogramów przez ostatnie lata. Hermionac zrzucała to na stres związany ze wszystkimi informacjami o czarodziejskiej wojnie — przynajmniej tymi, o których chciała im powiedzieć. 

Jej mama, Helen, zmusiła się do sztucznego uśmiechu. 

— Nie bądź głupia, moja droga — powiedziała, zaczynając przesuwać warzywa po talerzu, wcale ich nie jedząc. — Po prostu staramy się być bardziej świadomi tego, co jemy. 

Kłamstwo. Hermiona rozpoznała je od razu. Praca z Draconem Malfoyem miała wiele negatywnych aspektów, ale jednym z plusów był fakt, że nauczyła się spostrzegać nieprawdę dzięki mistrzowi w tym fachu. Tylko dlaczego jej mama miałaby kłamać na temat jedzenia?

— Co się dzieje? — zapytała.

— Jak tam praca? — Jej ojciec, Richard, powtórzył swoje pytanie. — Wciąż się dogadujesz z tym małym zepsutym terrosystą ze szkoły? — zapytał ze śmiechem. 

— Co ukrywacie? 

Helen uśmiechnęła się i odchrząknęła. 


— Czy żona Rona doczekała się już rozwiązanie? Czy nie miała daty na wiosnę? 

Hermiona zmrużyła oczy. 

— W następnym miesiącu. Dlaczego mnie okłamujecie?

Richard westchnął głośno, wstał od stołu, by skierować się do kuchni i wrócić chwilę później z butelką starej szkockiej oraz dwoma szklankami w dłoni. Rozlał drinki, wręczył jeden Hermionie, a drugi postawił przed sobą. Helen stuknęła palcem w powierzchnię stołu koło siebie i uniosła wyzywająco brew w stronę swojego męża. Richard spojrzał na nią z nachmurzoną miną, bezgłośnie błagając ją, ale zastukała w stół mocniej i mocniej, aż westchnął pokonany i popchnął szklankę w stronę żony. Sam wstał i wrócił z nową szklanką dla siebie. 

Hermiona wychyliła drink na raz, domyślając się, że będzie go potrzebowała. 

I to jak. 

— … nie czuję się dobrze od jakiegoś czasu… lekarze nie wiedzieli, co to jes

Czuła się, jakby ściany jadalni zamykały się i zaciskały wokół niej. 

— … nie chcieliśmy cię martwić… ból nie jest już tak zły w ostatnich dniach, chociaż nigdy nie wiesz, czy to dobry znak, a tak przynajmniej mówią… 

Serce mocno łomotało jej w piersi i czuła rwący puls z jednej strony głowy, zagłuszający większość słów rodziców. Jedne słowa i zdania była wstanie wyłapać pomiędzy uderzeniami serca i spanikowanymi oddechami, ale tylko jedno dźwięczało najgłośniej spomiędzy ich wszystkich.

Śmiertelny. 

— Czy to przeze mnie? — Hermiona przerwała niezręczną ciszę, gdy jej rodzice w końcu zamilknęli. — Czy to dlatego, że… — zadławiła się płaczem, nie będąc w stanie dalej mówić. 

— Nie — zapewniła córkę Helen. — Jest to rzadkie i oni… nie wiedzą, co mają jeszcze z tym zrobić. To nie ma nic wspólnego z twoją zmianą naszych wspomnień. To nie ma nic wspólnego z magią. 

Hermiona spojrzała w dół, na dłonie, które trzymała jej mama, siedząc obok niej na kanapie. Kiedy przenieśli się do innego pokoju? Czy dłonie jej mamy zawsze były takie małe? Dlaczego ją pocieszała? Nie ona powinna pocieszać mamę? Czy nie powinna była robić coś, by to naprawić? Była czarownicą, na gacie Merlina! 

— Może magia… Powinniśmy iść do Św. Munga i… 

— Nie. 

Hermiony rozmazany wzrok uniósł się, a ona zamrugała kilka razy, by pozbyć się łez i móc zobaczyć jej zdecydowanego tatę, stojącego obok końca kanapy. 

— To nie to, że nie ufamy magii, raczej to… że już próbowaliśmy tej opcji — przyznał. — Przez lata utrzymujemy kontakt z Minerwą i Poppy. To one robiły nam wizyty kontrolne po tym, jak zwróciłaś nam nasze wspomnienia. Więc kiedy twoja mama zachorowała, a mugolscy lekarze nie mogli już pomóc, poprosiliśmy ich o pomoc. Chociaż może jakiś z tych twoich Uzdrowicieli mógłby coś zrobić. 

— I? 

Potrząsnął głową. 

Wzięła głęboki wdech i wytarła wierzchem dłoni oczy. 

— Więc co robimy teraz? — zapytała, przygotowując się na walkę. Jej rodzice się nie odezwali. — Co robimy teraz? — zapytała ponownie, tym razem unosząc głos. 

— Nic — odpowiedziała miękko Helen. — Richard, przynieś książkę. Będzie chciała zobaczyć. 

Richard opuścił pokój ponownie, by wrócić chwilę później z wielkim trzykołowym segregatorem, wypchanym papierami. 

— Tu jest wszystko, co dotyczy choroby twojej mamy. Każda jedna recepta, opinie każdego lekarza i specjalistów, których widzieliśmy, dodatkowe poszukiwania, które zrobiliśmy sami z różnymi dziennikami czy ze znajomymi z uniwersytetu — powiedział, wręczając jej książkę. — Wiemy, że chciałbyś przeszukać to wszystko sama, ale… księżniczko, nie licz na wiele — dodał łamiącym się głosem. 

Helen się uśmiechnęła. 

— Nie powiedzieli, jak wiele czasu mi zostało, ale szczerze, wolę nie wiedzieć. Wolę żyć przez resztę dni, najbardziej normalnie, jak się da. To jest moja decyzja i chciałabym, żeby wszyscy ją uszanowali. Teraz… Powiedz nam, co słychać w pracy — powiedziała, a w głosie pobrzmiewała prośba. 

Hermiona zmarszczyła brwi, próbując zrozumieć wszystko, czego się dowiedziała. Przywołała swoją gryfońską odwagę, jeszcze bardziej pewna niż kiedykolwiek wcześniej, że gdyby jej mama była czarownicą, należałaby do domu Godryka. Hermiona wzięła jeszcze jeden, powolny wdech, by się uspokoić i odchrząknęła. 

— Ja… Wreszcie udało mi się nakłonić Wizengamot do obniżenia kosztów wywaru Tojadowego. 

— Och! — Helen wykrzyknęła radośnie. Zachowanie to zszokowało córkę, która wciąż się zastanawiała, jak jej mama mogła być tak spokojna w perspektywie umierania. — Czy to pomoże, och… Lupin, prawda? — zapytała. — Był zawsze takim miłym mężczyzną. 

Hermiona powoli pokiwała głową. 

— Tak, on… umm… To właśnie z nim pracowałam i… Przepraszam, nie mogę… Nie mogę tego zrobić. 

Helen złapała Hermionę za dłoń. 

— Potrzebuję normalności — powiedziała córce. — Nie chcę być smutna albo przerażona. Pragnę kontynuować relację z moją córką, dowiadując się o jej życiu jak najbardziej regularnie się da. Dorosłaś za szybko przez okoliczności, nad którymi nie miałaś kontroli, i nie chcę, żebyś wypełniła teraz swoje życie zajmowaniem się mną. Masz dopiero dwadzieścia pięć lat i musisz robić normalne rzeczy. Nie chcę niczego żałować. Ja… ja już mam ich za dużo. 

Kobieta spojrzała na mamę, wreszcie widząc pęknięcia w fasadzie, która ukazywała się w jej zmęczonych oczach. 

— Nie będziesz niczego żałować — przyrzekła. — Obiecuję ci to. 

Helen poklepała dłoń Hermiony. 

— Och, będę miała i się pogodzę z… z tym, że nigdy… Nigdy nie zobaczę… Jak będziesz miała swoje własne dzieci, jak weźmiesz ślub albo… — I w końcu polały się łzy.

Hermiona usunęła się z kanapy, gdy jej ojciec podszedł, by zająć miejsce przy boku matki i zamknąć w ramionach żonę, a ona stała tam z otwartymi ustami, jej mózg przetwarzał miliony pomysłów na sekundę, gdy ona próbowała się skupić na jednym sposobie, by wszystko naprawić. Jej mama umierała, a ona nic nie mogła zrobić, by ją ocalić, do tego sprawiła, że chora kobieta się rozpłakała. Ale musiała być odważna. Gryfoni byli odważni. Odważni, rycerscy, umyślni, brawurowi i… Lekkomyślni.

Och, to był tak bardzo zły pomysł. Myśl przeleciała przez jej umysł, gdy z jej ust wydobyły się te trzy słowa: 

 Właściwie to jestem zaręczona. 

Jej rodzice odwrócili się i wpatrzyli w nią z szeroko otwartymi oczami. Jej mama przestała płakać. No cóż, przynajmniej to zadziałało, pomyślała Hermiona, gdy zasypali ją stertą pytań. 

— On, umm… To stało się całkiem szybko. Bardzo nie jak ja, wiem — powiedziała, czując się sfrustrowana. — Nazywa się Theodore Nott. Tak, byliśmy razem w Hogwarcie, ale w innych domach. Słucham? — zapytała i chrząknęła. — Ummm… Ślizgon. Nie, nie był jednym z tych niemiłych dla mnie chłopców. Tak naprawdę to się… nie znaliśmy… wtedy. Tatuś, mogłabym dostać jeszcze jeden drink? — Hermiona zaczęła się nerwowo śmiać. — Umm… Draco, tak naprawdę… Draco nas umówił. Umówił mnie — powiedziała przez zaciśnięte zęby. — Och, dzięki ci, Merlinie — powiedziała, gdy jej tata wręczył jej kolejny drink, który szybko wypiła. 




Hermiona przełknęła głośno, jak wypadła z wyznaczonego na sieć Fiuu kominka w Malfoy Manor, zielone płomienie zniknęły za nią. Jej włosy były w nieładzie, maskara rozmazana na twarzy, a szminka, która ozdabiała jej usta, zniknęła, odbijając się na postawionych przed nią przeróżnych drinkach w Dziurawym Kotle, do którego poszła po odwiedzeniu rodziców.

— Wychodzę za mąż! — wykrzyknęła Hermiona do zatłoczonego pubu, unosząc szklankę ognistej w geście toastu. Okrzyki uniosły się wokół niej, a kilka osób kupiło jej nawet gratulacyjny napitek.

Pewien czarodziej wyszczerzył się do niej od ucha do ucha. 

— Kim jest ten farciarz, piękna pani? — zapytał, a ona parsknęła śmiechem. 

— Nie mam, kurwa, zielonego pojęcia. Nawet nie pamiętam, bym spotkała tego drania — powiedziała i osuszyła pokal piwa do dna, nie zdając sobie nawet sprawy, że należał on do kogoś innego.

Hannah ostatecznie popchnęła ją do kominka, przez sieć Fiiu, przerywając jej rozmowę, sama z niedowierzeniem wpatrując się w kobietę, gdyż Hermiona wykrzyknęła: Malfoy Manor nim zniknęła. 

— Granger? Kurwa mać, odbiło ci? — wykrzyknął Draco, kiedy do niej podszedł, z oświetlającą mu drogę różdżką w dłoni. — Czy ty wiesz, która, do cholery, jest godzina?! 

— Myślę, że ona jest pijana, Draco — powiedziała cicho Luna, przechodząc koło swojego męża. — Rozumiem, że powiedziałeś jej o Theo? 

Draco niechętnie potwierdził ruchem głowy, wyglądając, jakby poczucie winy trochę go męczył pod czujnym spojrzeniem blondynki. Najwidoczniej mieli plan, jak rozegrać całą sytuację, ale Draco się go nie trzymał. 

Hermiona zachichotała na zimnej, marmurowej podłodze, miejsca, w którym właśnie się znajdowała. 

— Będziesz moją druhną, Luna? — wybełkotała. — Nie wydaje mi się, by Ron i Harry wyglądali dobrze w tafcie. 


*tafta — materiał jedwabny.




Pamiętaj, że Twoja opinia wiele dla mnie znaczy, jedno małe słowo, świadomość ile z osób, z których wchodzi na bloga, nie zamyka od razu strony, a faktycznie czyta to co piszę, tłumaczę. Dlatego będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad: jedno słowo, emotka, czy nawet oznaczenie nad etykietami, jaki twoim zdaniem był tekst. 

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. OmG tyle czekałam nareszcie Teomione <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudeńko. Jedyne o co można się przyczepić to to, że jest za krótki, ale ty tłumaczysz, więc nie masz wpływu. Mam nadzieję, że następny pojawi się nieco szybciej. Będę czekać z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Okej, oficjalnie się zakochałam. A jeszcze nawet Theo się nie pojawił. ;D
    Nie zliczę, ile razy się wyszczerzyłam podczas czytania tych dwóch rozdziałów (bo od razu machnę tutaj komentarz do dwójki i trójki).

    A więc taka to klątwa… Nie powiem, sensownie to Shaya wymyśliła. Podoba mi się wytłumaczenie z tymi rdzeniami, chociaż zastanawia mnie, czy tu chodzi tylko o samo małżeństwo czy może jeszcze jakąś miłość? Chociaż pewnie to by nie przeszło, za mało czasu ma Theo. I Dafne! Dafne, która gotowa jest zerwać zaręczyny z Harrym, żeby uratować przyjaciela. No, no, Draco dał Hermionie taki argument, że ho ho, iście ślizgoński.

    Chociaż mnie trochę też wkurzył, dokładnie tak jak Hermionę. „— Więc jestem ostatnią deską ratunku? — Hermiona spojrzała na niego spod zmrużonych powiek. — Brudna szlama, która nie jest warta, by poślubić jednego z twoich cennych chłopców, póki nie jest to sprawa życia i śmierci?” – dokładnie moje myśli w tamtej chwili! Wrrr, pacan z niego i tyle.

    „— Granger, on nakarmił kobietą swojego węża na moim stole w jadalni. Nie nazywasz takiego faceta „Tom”” – najlepszy fragment dwójki, w ogóle jeden z lepszych tekstów EVER. :D

    Kurczę, niby cała ta historia z klątwą i chorobą matki H., niby to takie smutne i dobijające, a jednak całość jest pisana tak lekko i zabawnie, że nie sposób się nie uśmiechnąć na takiego Artiego z jego smoczą ospą i iskrami lecącymi z nosa albo na Granger, która zapija swoją kuriozalną sytuację drinkami i oświadcza wszystkim, że nie ma pojęcia, za kogo wychodzi, ale wychodzi. :D W ogóle moment u rodziców i jej „Właściwie to jestem zaręczona” – BEZBŁĘDNE. Ach, ta gryfońska lekkomyślność, to rzucanie się w wir wydarzeń, takie trochę jak najszybsze zalepianie bieżących problemów, bo w końcu brała tu pod uwagę tylko swoją matkę. Szybkie działanie na potrzeby sytuacji, gdy emocje biorą w górę. Cała Hermiona.

    Wcześniej pisałam o tych fragmentach z przeszłości i ich oddzielaniu. Tutaj już całość była kursywą, więc super, bez problemu ogarnęłam, o co chodzi. :)

    Zgrabnie to tłumaczysz, zresztą, czego innego mogłabym się spodziewać. ^^ Te urywane zdania, taka nieporadność Hermiony, jej pijacka dosadność. Wszystko brzmi dobrze i składnie, aż chce się czytać i czytać, ale już nie ma. :( I co ja mam teraz począć? Ręce mnie świerzbią, żeby zerknąć do oryginału, ale NOPE, będę czekać i dopingować. <3 Mam nadzieję, że w następnym rozdziale Theo już się pojawi. Mega jestem ciekawa, jak zacznie się ich znajomość.

    Więc chęci do dalszego tłumaczenia, w zasadzie to chęci do pisania czegokolwiek, ale z tym Theomione się bardzo mocno polubiłam, więc nie pogniewałabym się za czwóreczkę (ukochałabym Cię jeszcze mocniej!). :D Trzymaj się, buziaki <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepraszam, że dopiero teraz, ale jestem ślepa i nie zauważyłam na tamtym blogu tej drugiej części notatki i twojego komentarza. Genialne tłumaczenie, chociaż znalazłam kilka literówek (tylko nie pamiętam gdzie i nie mogę znaleźć). Oraz w momencie, gdy mówi że jest zaręczona, to żeby zmienić to "trzy" na "cztery"
    "[...] wydobyły się te trzy słowa:

    Właściwie to jestem zaręczona. [...]"
    Ale oprócz tego - genialne! I chociaż na początku tego obiadu było mi smutno, to pod koniec rozdziału nie mogłam przestać się śmiać (i nadal nie mogę nie parskać śmiechem).
    Gratuluję dobrego tłumaczenia i czekam z niecierpliwością na rozdział 4 :)
    Oliwia

    OdpowiedzUsuń