23 lip 2016

Niech Stanie się Cud [M]




I nigdy nie mów, że nie można kochać kogoś, kogo się nie zna, bo można.
Można przelać na tą osobę wszystkie swoje uczucia i poświęcić się,
by później cierpieć najmocniej jak się tylko da.

Tytuł: Niech stanie się cud
Autor: Irlandka
Fandom: Harry Potter
Pairing: Draco Malfoy/Astoria Greengrass
Ostrzeżenia: słodko-gorzkie, poronienia, 
Status: Miniaturka
Beta: Niezastąpiona Katja.
N/A: Drugie miejsce ( 201,5 pkt.) w konkursie na Stowarzyszenie blogów Harry'ego Pottera. Zapraszam Was na zapoznanie się z innymi pracami tego konkursu, zwłaszcza Mieć albo nie mieć, Dziękuję Mamo i Miłość matki to spracowane ręce, nieprzespane noce (Rzan. dłuższego się tytułu nie dało?:D).




Pierwsze poronienie zostało zamiecione pod dywan. Czasami tak się zdarza. To jeszcze nie był ten czas. Najlepiej starać się od razu o kolejne dziecko, bo łatwiej zajść. I nie ma co płakać. To jeszcze nie było dziecko. 



To było dziecko. Jej dziecko. Ich. Miało siedem tygodni i sześć dni. Przez prawie dwa miesiące, od chwili, gdy uzdrowiciel przekazał im radosne nowiny, była mamą. Poczuła wtedy napływ miłości tak wielki, jak w dniu, w którym zrozumiała, że pokochała teraz już swojego męża. 



Płakała. Mocno i długo. 



Drugie poronienie — nieodwracalne — uzdrowiciele obarczyli winą jej niedojrzałe ciało i młody wiek. Jesteś za drobna. Twoje ciało nie jest jeszcze gotowe. Skrócona szyjka i jej rozwarcie. Pęknięcie błon płodowych. Nie przejmuj się, to tylko dziewiętnasty tydzień. Spróbujecie ponownie. Za rok. 



To był aż dziewiętnasty tydzień, kiedy w podbrzuszu poczuła niewyobrażalny ból, a po nogach pociekła gęsta, czerwona krew. Szybkie przybycie do szpitala na nic się zdało. Musieli czekać. Ponad trzy godziny. Trzy godziny, w czasie których ból nasilał się i zmniejszał, krew przypominała, co się dzieje, a głos Dracona odbijał się od ścian poczekalni jak piłeczka kauczukowa. 



Tym razem płakali razem. Po zabiegu oczyszczania, który wyglądał tak samo jak mugolskie łyżeczkowanie, Draco siedział na szpitalnym krześle z głową na jej pustym już brzuchu, zanosząc się głośnym płaczem. Ona łkała cicho, zaciskając zęby, i głaszcząc jego jasne kosmyki.



Trzecie poronienie było zagrażającym, ale do uratowania. Uzdrowiciel nawet nie próbował. Przebadał ich dwójkę i pozwolił naturze robić swoje, mówiąc, że ciążę starają się ratować dopiero od szóstego miesiąca. 



Właśnie kończyła czwarty tydzień. Tego dnia nie spanikowała, widząc czerwone plamy na bieliźnie i czując skurcze o niewielkim nasileniu. Od razu poczuła żal i złość do samej siebie. Jaką ona była kobietą, jeśli nie potrafiła utrzymać ciąży wystarczająco długo, by jej maleństwo mogło przeżyć. To było jej jedyne zadanie. Tylko to musiała zrobić, a nie potrafiła. 



Tym razem uroniła tylko kilka łez, widząc zdruzgotaną minę swojego męża, gdy po powrocie do domu zobaczył lampkę wina w jej dłoni. Starła je wierzchem dłoni i zimnym, wypranym z emocji głosem opowiedziała Draconowi o wizycie uzdrowiciela. Powiedzieć, że był rozgoryczony, to za mało. Tego wieczora kryształowa karafka z bursztynowym płynem roztrzaskała się w kominku, który buchnął ogniem. 



Czwarte poronienie skończyło się nią klęczącą na zimnych kafelkach z mocnymi skurczami w białej koszuli jej męża. Draco był tuż obok niej, ubrudzony krwią, z głową ułożoną przy jej brzuchu, który przez kolejne trzy miesiące powinien chronić ich dziecko. 



Wszystko, co uzdrowiciele mieli do powiedzenia po zrobieniu jej łyżeczkowania, to to, że nie jest zdolna do donoszenia ciąży i że każda kolejna skończy się poronieniem. Teraz tak się działo, że wiele par nie była w stanie mieć własnego dziecka — za dużo kazirodczych związków pomiędzy czystokrwistymi rodzinami. Oni nic z tym zrobić nie mogą. Najlepiej to się rozstać. 


Płakali mocno, długo i głośno. Przez trzy dni nie wyszli z sypialni. Draco gładził jej brzuch i mówił do niego, tak jakby Orion wciąż w nim był. Opowiadał mu, jak to nigdy nie zostawi jego mamy, że uzdrowiciele są bandą niekompetentnych czarodziejów, którzy nie będą mówić mu, co robić, że zawsze będzie go kochał i zawsze będzie jego pierwszym synem — czwartym dzieckiem. 



Draco wyplątał się z ciepłych ramion kobiety leżącej w łóżku i po cichu podszedł do garderoby. Najdelikatniej jak tylko umiał, uchylił drzwi i wszedł w jej głąb. Nie patrząc, co bierze z półki, ubrał się niechlujnie i odwrócił by spojrzeć na swoją żonę. W końcu po szybkim prysznicu, na który udało mu się ją namówić, i kubku ciepłego mleka, zasnęła wykończona przeszło trzema dobami płaczu. 

Zaciskając dłonie w pięści, mężczyzna obrócił się na pięcie, nie bacząc na późną godzinę, teleportował się pod dom, pod którym nigdy w życiu nie pomyślałby, że się znajdzie. Zwykły, ale ładny domek wolno stojący w mugolskiej dzielnicy z pachnącymi słodko kwiatami i czerwoną dachówką błyszczącą w świetle księżyca od deszczu. 

Wziął jeden głęboki wdech, przeszedł przez furtkę i mocno zapukał. Już po chwili usłyszał ociężałe kroki i stek przekleństw wypływających z męskich ust pod adresem dzieci sąsiadów. Dzieci. Poczuł, jak żołądek mu się zaciska na to jedno słowo, a oczy napełniają łzami, których nie chciał. 

Drzwi się uchyliły, a Draco miał nikłą przyjemność zobaczenia Chłopca—Który—Przeżył w samych bokserkach, z jeszcze bardziej roztrzepanymi włosami niż zwykle. Zaspane oczy wpatrywały się w niego przez chwilę, jakby nie dowierzając temu, kogo widzą, aż Draco zauważył, jak na twarz Pottera spływa zrozumienie. Kiwając głową, otworzył szerzej drzwi i, mówiąc: Malfoy, wpuścił go do środka. Wskazał mu kanapę w salonie, po czym wbiegł po schodach. Draco przez chwilę nasłuchiwał, by później rozejrzeć się po pokoju. Mimo ciemności panującej w pomieszczeniu wlewające się przez okna światło księżyca rozjaśniało je na tyle, by Draco dostrzegł ścianę kominka ozdobioną w każdym calu ramkami z fotografiami. 

— Tak bardzo mi przykro, Malfoy — usłyszał. Wzdrygnął się, czując, jak złe jest to, że całe magiczne społeczeństwo w Anglii wie, z jakimi problemami zmaga się jego małżeństwo. To ich prywatna sprawa, nigdy nie chciał, by pewne aspekty jego życia, a zwłaszcza tak delikatne, były znane obcym mu osobom. 

Nie wiedział, co bardziej go irytowało: szczerość, z której utkane zostało to krótkie zdanie padające z jej ust, i ból, jaki w nim usłyszał, czy to, że przyszedł do niej on, bo potrzebował jej jak nigdy jeszcze niczego.

Ostatniego uzdrowiciela, któremu, jeśli będzie dane Draconowi, powierzy życie swojego nienarodzonego dziecka. Uzdrowiciela, który odszedł ze Św. Munga po tym, jak zarząd nie zgodził się na ratowanie innych ludzi przy użyciu mugolskiej medycyny, gdy magia zawodziła. 

Odwrócił się od zdjęcia rudej dziewczynki, by spojrzeć na kobietę. Nawet w ciemności zobaczył, jak jej wzrok ślizgał się po jego osobie i te wielkie, sarnie oczy wypełniają się smutkiem oraz zmartwieniem. Uśmiechnął się krzywo. 

— Granger — powiedział, a jego głos był równie zachrypnięty, jak Astorii nim zasnęła. 

— Potter — odpowiedziała, kierując się w stronę segmentu. 

— Ciężko zabić przyzwyczajenia — szepnął. Spojrzał na nią, gdy stanęła przed nim ze szklanką pełną whisky. Pierwszy raz od trzech dni poczuł, jak się rozluźnia i opuszczają go cała złość, smutek. Wpatrując się w brązowe tęczówki, widział zrozumienie i zgodę na niezadane pytanie, która napełniła go ostatnią nadzieją. 



Astoria przystanęła przed czerwonymi drzwiami, na widok których mimowolnie się skrzywiła. Wciąż czuła ciepłą dłoń męża w dolnej części pleców, nawet gdy ją zabrał, by nacisnąć dzwonek do drzwi. Nie minęło pięć sekund, gdy wpatrywała się w głębie zieleni widoczną za szkłami okularów. 

— Jeszcze pomyślę, że jesteś portierem w tym domu, Potter. 

— Nah. Hermiona krzyknęła po mnie — powiedział, otwierając szeroko drzwi — chciała po raz setny spojrzeć na dokumenty i upewnić się, że uporządkowała je w idealnej kolejności. 

— Cała Granger — mruknęła kobieta, na co Harry uniósł tylko wysoko brwi. 

Dlatego tu jesteśmy, Astoria — powiedział stanowczo Draco, po czym zatrzymał się przed kolejnymi drzwiami, które otwierał właśnie były Gryfon. 

Hermiona Potter nawet nie podniosła głowy, gdy weszli do jej gabinetu. Siedziała pochylona nad stosem teczek różnych kolorów i grubości. Marszcząc brwi, zakreślała coś dziwnym, jaskraworóżowym „piórem”, które wcale go nie przypominało. Dopiero kiedy usiedli w dwóch zadziwiająco wygodnych fotelach, a na ostatniej wolnej powierzchni wielkiego biurka pojawiła się porcelanowa zastawa, kobieta spojrzała na nich zaczerwionymi oczami. Jeśli Astoria miałaby tylko odwagę sprzeciwić się swojemu mężowi, to napomknęłaby, jak Potter okropnie wygląda, ale obiecała, że będzie się zachowywać. 

Kobieta wstała i z lekkim uśmiechem na zmęczonej twarzy wyciągnęła w jej stronę dłoń z idealnym manicurem. 

— Wierzę, że jeszcze nie miałyśmy przyjemności się poznać. Hermiona Potter. 

Astoria przez chwilę wpatrywała się w czerwone paznokcie — chwilę za długo, wnioskując po chrząknięciu wydobywającego się z gardła jej męża, i niechętnie uścisnęła oferowaną dłoń. 

— Astoria Malfoy. 

— No, skoro zwroty grzecznościowe mamy za sobą, pozwólcie, że przejdę do rzeczy. Zapoznałam się dokładnie ze wszystkimi dokumentami, które mi wysłałeś, Draco — powiedziała, a Astoria kątem oka zauważyła, jak mężczyzna poruszył się na swoje imię, z czego wywnioskowała, że była Gryfonka zrobiła to pierwszy raz. — Pierwsze, co muszę powiedzieć, to jak bardzo mi wstyd, że moi koledzy po fachu — syknęła z przekąsem tak wielkim, że mogłaby się równać z jej mężem, gdy załatwiał sprawy firmy i coś szło nie tak — tak was potraktowali. Wmawianie, że to wina kobiety i jej młodego wieku, jest tak idiotyczne, że nie mogę uwierzyć, że wam to powiedzieli. 

Astoria nie odpowiedziała nic, wracając wspomnieniami do dwóch pierwszych utrat dziecka. Czuła się wtedy tak źle, wiedząc, że to ona i jej ciało są problemem w utrzymaniu ciąży. Draco i bliscy przyjaciele próbowali ją przekonać, że to nieprawda, ale kiedy mówi ci to doświadczony uzdrowiciel, to komu uwierzysz — bliskim czy komuś, kto się teoretycznie powinien znać na swoim fachu? 

— Astoria? — Usłyszała głos Dracona z oddali. Potrząsnęła głową i spojrzała w jego kierunku. Poczuła się winna, gdy zobaczyła zmartwienie w szarych oczach. 

— Nic mi nie jest — odpowiedziała, a widząc powątpiewające spojrzenie Potter, dopowiedziała: — kontynuuj. 

— Jak tłumaczyłam Draconowi, to, że oboje jesteście czystej krwi, nie ma nic wspólnego z waszymi problemami. Przez ostatnie cztery dni przeglądałam wszystkie podobne sprawy małżeństw czystokrwistych i po tym, jak przeczytałam, iż w Mungu po czwartym poronieniu zwalili winę na genetykę, postanowiłam to sprawdzić. — Teraz, kiedy Astoria wiedziała, że kobieta wyglądała tak źle, bo próbowała im pomóc, poczuła się podle, będąc tak oziębłą od chwili wejścia do tego domu.— To, co was różni od tamtych rodzin, to fakt, że nie macie problemu z poczęciem — bo nie macie, prawda? W dokumentach nic nie było na ten temat. 

— Powiedzmy, że Draco ma złote strzały za każdym razem, gdy staramy się o dziecko — powiedziała Astoria, czując, jak słowa drugiej kobiety sprawiają, że nikły płomień nadziei, który, jak myślała już dawno wygasł, zaczął tlić się w niej na nowo. Draco otworzył ze zdziwienia usta, a Hermiona parsknęła śmiechem, który próbowała ukryć dłonią. 

— Może zamiast szukającym powinieneś być ścigającym — powiedziała Hermiona, posyłając mu rozbawione spojrzenie. Tym razem parsknęła Astoria, a Draco, widząc, jak jego żona się rozluźnia, usiadł wygodniej w krześle i pokręcił głową. 

— Wracając do tematu. Wiem, że od ostatniego poronienia minęło zaledwie kilkanaście dni, ale z tym, że najlepiej starać się o drugie dziecko od razu, w Mungu mieli rację. Szokujące, wiem! Muszę wiedzieć, czy piszecie się na to, czy chcecie chwilę odczekać? 

Astoria spojrzała na Dracona. Jeden rzut oka w jego stronę sprawił, że doskonale wiedziała, jaka jest jego odpowiedź, i że piłeczka leżała po jej stronie boiska. Kobieta tak bardzo chciałaby być pewna jak on, ale miała wrażenie, że każde poronienie zabierało cząstkę jej. Nie wierzyła, że miała w sobie tyle siły, by przetrwać kolejną stratę dziecka, jeśli Potter się myliła, jeśli Draco nie miał racji co do tego, że ta kobieta była ich ostatnią szansą na cud. 

Wzięła głęboki wdech i spojrzała byłej Gryfonce w oczy. 

— Jakie mamy szanse? — zapytała, czując zaciskające się na jej kolanie długie palce. — Jeśli nie jest to więcej niż pięćdziesiąt procent, to nie chcę ryzykować. — Oddetchnęła, gdy dłoń na jej nodze zaczęła wykonywać uspokajające okrężne ruchy. — Myślę, że jeszcze jedna strata i zostanę pusta — szepnęła, a brązowe oczy, które wpatrywały się w nią nieprzerwanie oraz uważnie, zaszkliły się. 

Zobaczyła, jak kobieta naprzeciwko niej bierze wdech i, omijając biurko, kuca przy niej, by złapać za jej dłoń. 

— Astorio, chciałabym powiedzieć, że masz sto procent, ale nikt nigdy tylu nie ma. Jednak, jeśli mam być szczera… Myślę, że w mugolskim świecie miałabyś trójkę szkrabów, w tym na pewno ślicznego synka, który — założę się o najlepszą czekoladę świata — byłby miniaturową kopią swojego ojca i odziedziczyłby jego najlepsze cechy oraz twoje dobre serce — masz je, po prostu zostało zranione zbyt wiele razy — i dzięki temu umiałby oczarować każdą napotkaną na swojej drodze osobę.

W gabinecie rozległ się płacz kobiety. Był on mieszanką emocji, która wybuchła wewnątrz Astorii — nadziei, że jeszcze będzie miała swoje dzieciątko, bólu na samą myśl, że mogłaby być wołana “mamą” przez małe usteczka, złości na lekarzy za ignorowanie swoich obowiązków. Płakała, widząc oczyma wyobraźni cztery małe, piękne nagrobki z rodzinnego cmentarza Malfoyów, płakała, widząc nimi chłopczyka, który, tak jak powiedziała Hermiona, miałby wystające kości policzkowe, śniadą cerę, jasne włosy i szare oczy — tak jak jego tata. 

Chciała tego. 

Tak bardzo chciała móc pójść na salę operacyjną, by urodzić dziecko, a nie wyskrobać je. Tak bardzo chciała czuć wsparcie swojego wspaniałego męża, gdy w końcu będzie ona pomagać ich dziecku wyjść na świat. Tak bardzo chciała widzieć włoski zlepione mazią i krwią. Tak bardzo chciała usłyszeć płacz, który będzie świadczył o tym, że z jej dzieckiem jest wszystko dobrze. Tak bardzo chciała, by położyli jej je na piersi, i by zobaczyć oczy Dracona wypełnione absolutną miłością. 

Chciała tego i jeszcze więcej niż tego. 

— Co musimy zrobić? — zapytała. 



Po pierwsze, potrzebujemy złotego strzału, Malfoy. Zero obcisłej bielizny, koniec z gorącymi kąpielami. Próbujcie, jak tylko będą owulacje, z poduszką pod biodrami. Później trzymamy nogi do góry przez piętnaście minut.

Po drugie, kiedy będziemy mieć dzidziusia tam, gdzie chcemy, pilnujemy ciśnienia, by żona się nie denerwowała, a ty jesteś na każde jej skinienie. Kontrole co tydzień, USG co miesiąc. 

Po trzecie, regularne jedzenie, zero podnoszenia ciężarów, unoszenia rąk, zero pracy — nawet tej z planowaniem bankietów i imprez — możesz tylko pięknie wyglądać i pachnieć. 

Po czwarte, zero seksu. 

I najważniejsze. Po piąte, jedna, nawet malutka rzecz, która was zaniepokoi, przyjeżdżacie — tak, zero sieci Fiuu i teleportacji — do Munga i wzywacie mnie. 

Dwudziestego szóstego lipca Draco oddał złoty strzał. Termin rozwiązania Hermiona wyznaczyła na połowę kwietnia. Pierwszy raz, kiedy Astoria była w stanie błogosławionym, towarzyszył jej przez te wszystkie miesiące taki spokój, mimo że wizyt kontrolnych miała więcej niż w ciągu czterech poprzednich. 

Przez pierwsze cztery miesiące męczyły ją mdłości, ale takie, które nie kończyły się z jej głową w toalecie i wypluwaniem płuc. Szczerze, to do tej pory nie wiedziała, co by wolała, ale przez te miesiące zastanawiała się, czy gdyby zwymiotowała z rana, to przez resztę dnia czułaby się dobrze. 

W piątym i szóstym miesiącu dostała odpowiedź na to pytanie. Obie opcje okazały się tak samo złe i nie do zniesienia. Jedynym pocieszeniem stało się to, że zawsze ktoś z nią był — Draco, który o wiele mniej pracował, Hermiona sama albo z Harrym, z którymi zaczęli się przyjaźnić, czy Pansy, która stwierdziła, że musi walczyć z “wszystko wiedzącą Granger” o bycie matką chrzestną dla Słodyczki. 

Siódmy miesiąc był najbardziej spokojnym ze wszystkich i dlatego — jak Astoria się domyśliła — minął niczym mrugnięcie oka. Wtedy też zajęli się zakupami dla Słodyczki — po tym, jak Hermiona zapewniła ich, że nawet gdyby coś miało się stać, mugolska medycyna pozwala takiemu dziecku na przeżycie — byłoby po prostu wcześniakiem. 

Dziecięcy pokój był zawsze miejscem, które maluje uśmiech na ustach. Ten również. Ściany zostały pomalowane na błękitny kolor i w białe gwiazdy. Na środku pokoju stało łóżeczko w kształcie księżyca, które zostało zbudowane z desek pomalowanych na szary kolor — a na nich wygrawerowano konstelacje gwiazd. Pod jedną ze ścian stała szeroka komoda z miejscem u góry do przewijania niemowlaka, z regałem, który już teraz był zaopatrzony w książeczki wszelkiego rodzaju i ramki ze zdjęciami z USG. A tuż obok umieścili trzydrzwiową szafę, która ledwo pomieściła wszystkie ubranka. 

To właśnie w tym pomieszczeniu siedziała Astoria, pakując torbę do szpitala (pięć par bodziaków, śpioszki, rękawiczki, waciki, olejek), gdy poczuła mocne ukłucie, jakby coś ją ciągnęło pomiędzy nogami. Ciepło rozchodziło się powoli po czarnych leginsach. Zdumiona spojrzała w dół, na bezbarwną kałużę, która powoli tworzyła się wokół jej splecionych po turecku nóg. 

Nie czekając ani minuty dłużej, wzięła z komody telefon komórkowy, który zakupili z Draconem, by szybko się ze sobą komunikować. Decydując się na opcję szybkiego wybierania, wcisnęła trójkę, a po dwóch sygnałach usłyszała zaniepokojony głos Harry’ego Pottera. 

— Astoria? 

— Zaczęło się — powiedziała. 



Kiedy Draco w zielonym stroju ochronnym wpadł na salę porodową, anestezjolog, który był mugolem pochodzącym z rodziny czarodziejów, aplikował Astorii właśnie epidural w plecy. Kobieta mocniej ścisnęła dłoń swojej uzdrowicielki i nowej przyjaciółki, czując kolejny silny skurcz i wiedząc, że nie może się poruszyć. 

— Wszystko w porządku, Draco — usłyszała głos Hermiony i lekko unosząc oczy, spojrzała na swojego męża. Spod zielonego fartucha prześwitywał czarny garnitur z poluzowanym krawatem, poza tym Draco miał w nieładzie włosy, a twarz pobielała mu ze strachu. — Słodyczce się śpieszy, by zobaczyć swoich rodziców.

Po tych słowach Hermiona zwolniła krzesło, które mężczyzna bardzo chętnie przejął, i zaczęła tłumaczyć, co się teraz dzieje. Choć wody pękły, skurcze były co pięć minut, to trzeba poczekać na pełne rozwarcie. Astoria roziskrzonymi z podekscytowania oczami i z czerwonymi policzkami z wysiłku spoglądała, jak Draco przytakuje po każdym zdaniu. Była szczęśliwa, że dał radę dostać się do Anglii tak szybko mimo tego, że robił w Rosji interesy. 

Przez kolejne dwie godziny nic się nie działo, ale kiedy już minęły, zaczęła się akcja porodowa. Po twarzy Astorii leciał pot, który Draco próbował wycierać małym ręczniczkiem. Gdzieś pomiędzy jej parciem, pochwałami Granger i swoimi słodkimi słowami splótł jej długie włosy w warkocz dobierany, co była Gryfonka skomentowała tylko uśmiechem. 

— Ostatni raz, Astoria! Przyj mocno i koniec. 

Astoria pchnęła i opadła na łóżko szpitalne. Draco ścisnąl jej ramię i pocałował w czoło, ale ona wpatrywała się w zmarszczone brwi Hermiony, wyczekując głośnego krzyku. Ze strachem łapiącym ją za serce patrzyła, jak kładą jej milczące dziecko i była Gryfonka uśmiechnęła się do nich blado, by zasłonić zaraz wokół jej łóżka kotarę. 

— Draco — szepnęła, a jej głos drżał. Czuła, jak gardło ściska niewidzialna siła, a oczy napełniły się łzami. Długie palce splotły się z jej i ścisnęły, dając jej do zrozumienia, że nie jest sama. 

Są razem. 

Jeszcze nie, Astoria — szepnął, wpatrując się w kotarę w morskim kolorze.

Kobieta zaczęła liczyć: jeden, dwa… Doszła do siedmiu, gdy usłyszała najpiękniejszy płacz, który był niczym melodia dla jej uszu, kolejno osiem i dziewięć, gdy kotara się odsunęła, ukazując Hermionę z szerokim uśmiechem na ustach i zawiniątkiem na rękach. 

Astoria wstrzymała powietrze, widząc, jak kobieta pokonuje dzielącą ich odległość, nadeptuje na coś przy łóżku, by jedna jego część się lekko uniosła do góry, i wręcza jej ich Słodyczkę. 

Ich cud.
Ich córkę. 

— Na Merlina — szepnęła oniemiała, wpatrując się w małą główkę, która jako jedyna wystawała spod kocyka. — Udało się. Draconie, udało się! — szepnęła podekscytowana i znów poczuła ciepłe wargi na czole.

— Wiedziałem, że się uda. Mając tak waleczną mamę i tak oddaną panią uzdrowiciel, Słodyczka nie miała innego wyjścia, jak wytrzymać z nami. 

Astorii oczy ponownie napełniły się łzami, ale już nie przerażenia, nie smutku, nie złości, a szczęścia, czystego szczęścia, które dotykało ją za każdym razem, gdy spojrzała w spokojną twarz swojej córeczki. Mając zamknięte oczy, machała małymi piąstkami. 

Odczuwała tyle szczęścia i miłości naraz, że czuła się upita tymi emocjami. Jedyne, co mogła zrobić, to ucałować malutkie czółko. Zaczęła szeptać, jak bardzo ją kocha, zapominając, jak przez pierwsze pięć miesięcy broniła się przed tym uczuciem z powodu paraliżującego strachu, który mimo spokoju, kiełkował gdzieś tam głęboko w jej umyśle. 

— Jestem mamą — szepnęła i spojrzała na Dracona, któremu łzy ciekły po policzkach, a usta ozdabiał największy uśmiech, jaki przez sześć lat ich małżeństwa widziała. 

— Już dawno nią byłaś — odpowiedział, a przez jego twarz przeszedł cień bólu. Spojrzał nad jej głową w stronę okna, później na zegarek i obdarzył ją rozbrajającym uśmiechem. — A dziś jest twój dzień. 

— Mój dzień? — zapytała ze zmarszczonym czołem. 

— Szósty marca*, dwa tysiące trzy: dzień matki. Myślę, że Mireille* jest najlepszym prezentem od naszych dzieci, jaki mogłaś dostać, nie sądzisz?* 

— Bo mamy najlepsze dzieci. 

A/N Pisząc o poronieniach i o słowach lekarzy, wzorowałam się na innym kraju stwierdzając, że im (osobom z tego kraju) bliżej do tego, jak lekarze traktują ciąże w Anglii niż w Polsce. Stwierdzenie, że dziecko w dziewiętnastym tygodniu nie jest dzieckiem (usłyszałam to sama z ust pielęgniarki, gdy towarzyszyłam swojej mamie w czasie usg) oraz że dopiero od szóstego miesiąca ratują ciąże (kogoś, kto był kiedyś mi bliski, mama poroniła dwa razy - raz w drugim miesiącu, raz w czwartym - a lekarze nie podjęli żadnych prób ratowania).

Nazwy poronień oraz to co się wtedy dzieje, zaciągnęłam z Wiki.

Stwierdzenie po prostu będzie wcześniakiem nie jest takie proste. Są przypadki, nawet częste, że takie dzieci mają problemy; od razu, po roku, a nawet w późniejszych latach. Astoria o tym wie, ale sama wizja dziecka napawa ją nadzieją i nie myśli o złym, póki ono nie nadejdzie.

* Cytat z opowiadania o Tokio Hotel (nie-kochaj.onet.pl)
* Dzień matki szóstego marca w Anglii był w tym roku, 2016. Niestety nie mogłam znaleźć, kiedy wypadał on w 2003. 
* Mireille to imię francuskie, które znaczy “cud”. 
* Zazwyczaj się mówi, że cud sprawia Bóg lub to prezent od Boga, a Draco nawiązał tutaj do ich dzieci, które pochowali i które są w niebie.

                                                   

14 komentarzy:

  1. Czytałam ją na Stowarzyszeniu, ale jest cudowna. Naprawdę mi się podobała, a o dobre Drastorie trudno. Po prostu ją uwielbiam.
    DP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to Ty jesteś czytelniczką DP! a ja się zastanawiałam co znaczą te inicjały :D Cieszę się, że tak myślisz, bo w sumie nigdy nie skończyłaś oceniać. Dziękuję ; )

      Usuń
  2. Czytałam ją na Stowarzyszeniu, ale jest cudowna. Naprawdę mi się podobała, a o dobre Drastorie trudno. Po prostu ją uwielbiam.
    DP

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachwyciłam się, zauroczyłam, zakochałam. Nad wyraz dojrzały tekst, który już od pierwszych słów trafił mnie bardzo mocno. Mój faworyt w konkursie!
    Przyznam, że ryczałam, gdy go przeczytałam po raz pierwszy.
    Przepiękny! Cudowny! Wspaniały!
    Z pewnością jeszcze nie raz do niego wrócę.
    Pozdrawiam i dziękuję za tak dużą dawkę wzruszeń,
    Iva Nerda

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie podoba mi sie. Postacie sa sztuczne i niczego soba nie reprezentuja. Brak tutaj naturalnosci. Przerost formy nad trescia. Przyloz sie bardziej. Albo w ogole nie pisz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wskazując dokładne fragmenty dodałbys wiarygodności, kochany anonimie. Zwłaszcza, że największe gowno, ma lepsze i gorsze fragmenty, a wskazanie ich pomaga autorom. Niemniej dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

      Usuń
  5. Gdy przeczytałam ten tekst po raz pierwszy, popłakałam się ze wzruszenia. Dwa lata temu nie zrobiłby na mnie aż takiego wrażenia, jak teraz - gdy swoją Słodyczkę mam przy sobie.

    Gdy czytałam pierwszy raz tę miniaturkę - po wysłaniu jej na SHP, to miałam wrażenie że tą żoną jest Hermiona, przynajmniej po pierwszym fragmencie. A zrobiłaś mi ogromną niespodziankę, przedstawiając tu Astorię, jako główną bohaterkę. (Już w "Nowych Szansach" polubiłam to, jak wykreowałaś tę postać!) I Hermionę, jako żonę Harry'ego! (coraz częściej przekonuję się do tego pairingu!)

    Tekst jest smutny, ból Astorii jest wręcz namacalny. Samo zakończenie wywołuje uśmiech na twarzy - uśmiech radości i nadziei. Przeczytałam tę miniaturkę już kilka razy - bez końca ciesząc się, że znalazłaś chwilę i ją napisałaś.
    Lekarze potrafią być czasem bezduszni. Jakby nie mogli pojąć bólu kobiety, która traci dziecko... przykre, że tak nadal się dzieje...

    W moim rankingu ta miniaturka zajęła pierwsze miejsce - od początku była moim faworytem! Dziękuję za napisanie tego tekstu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cztery lata temu, to ja kochana, nie umiałabym jej takiej napisać. Taka prawda, że dziecko zmienia w nas wszystko <3 i to jest właśnie piękne.

      Ja nie wiem, nie wiem dlaczego wszyscy myślą, że to Hermiona :D Może dlatego, że ten pairing jest taki popularny? I to zazwyczaj ona jest parowana z Draconem, ale naprawdę nie pomyślałabym, że ktoś na wstępie będzie zakładał, bez uprzedniego potwierdzenia w tekście :D

      Nie wiem czy zauważyłaś, ale jest to moja ulubiona para z NW, takie misie mi z nich wyszły i daje mi więcej radości w pisaniu, niż samo Dramione i wychodzi mi o niebo lepiej także. Dlatego cieszę się, że nie tylko ja tak o mojej Drastorii myślę : )

      To Ci zdradzę sekret (tylko nie myśl, że jakiś narcyz jestem!), że ja także przeczytałam tą mini tyle razy, że ciężko mi zliczyć, nie mogąc się nadziwić, że tak dobrze wyszła! : )

      Chyba jesteś jedną z nielicznych, która widzi, że cały sęk problemu Astorii i Dracona leżał w lekarzach. Przez limit nie było tego wypisane, ale takie głupie detale, jak zastrzyki na konflikt krwi, więcej kontrol lekarskich potrafią zdziałać cuda, bez żadnej większej [brak słowa, przepraszam] medycyny i stosu lekarstw. Ale jak wiemy, to są mugolskie środki, a wiemy, że Mung nie chciał leczyć czarodziei za pomocą mugolskiej medycyny. Ot, to wszystko.

      Patrząc na to ilu osób ona jest faworytem, to ja pierwsze miejsce powinnam mieć :D hahaha, ale cieszę się! Zwłaszcza, że pewnie minie tyyyyyyyle czasu zanim znowu się zdecyduję na udział w jakimś konkursie :D

      Usuń
    2. Może dlatego widzę problem w lekarzach, bo sama mam z nimi do czynienia? I na różnych trafiałam w czasie ciąży?

      Bardzo lubię Twoją Astorię. Zdecydowanie za mało jest jej kreacji - zwłaszcza w taki sposób. W większości historii jest przedstawiona jako pusta lala...
      W "Nowych Szansach" przedstawiłaś ją wspaniale! Ja również lubię te fragmenty, w których opisałaś ich razem. :)

      Zapomniałam dodać jeszcze jedno - nowy szablon jest obłędny! <3

      Usuń
    3. Dziękuję! Mnie też się podoba i starałam się by wszystko można było znaleźć bez problemu ;)

      Usuń
  6. Cudowna miniaturka. Czułam jednocześnie smutek z powodu ich zmarłych dzieci ale także gniew na lekarzy, że nic nie zrobili. Mogli uratować nienarodzone dzieci Astorii, ale zwyczajnie nie chcieli tego robić. Przyznam, że wzruszyłam się, kiedy Astoria i Draco zostali rodzicami, a Astoria miała w ramionach swoją córeczkę.
    Świetnie piszesz, potrafisz wywołać u czytelnika różne emocje, a to właśnie na tym polega dar pisania. Żeby czytelnik płakał, śmiał się, wkurzał wraz z bohaterami. I chociaż jest to miniaturka, ja jestem zachwycona.
    Pozdrawiam cieplutko! :D

    http://i-know-when-i-die.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! ❤️niezmiernie się cieszę, że tyle emocji wywołała w tobie moja drastoria, zwłaszcza, że nie jest to tłumaczenie ;)

      Usuń
  7. Bardzo dojrzała miniaturka. Zawiera w sobie całą paletę emocji- ból Astorii i Draco po stracie dzieci, smutek, rozdarowanie z tym związane, a w końcu radość, bo upragnione dziecko Malfoyów przyszło na świat.
    Hermiona w tym wszystkim miała niemałe znaczenie, wspierała, nadzorowała, wlasciwie powinnam powiedzieć, ze prowadziła ciążę Astorii, dała jej na nowo nadzieję. Przedstawiłaś jej postać realnie.
    Wciągnęłam się w tekst od kilku pierwszych zdań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że tak uważasz. Zdecydowałam sie na dość trudny temat i obawiałam się, czy go uciągnę. Udało się i jestem z tej miniaturki naprawdę dumna. W tej chwili piszę jej drugą część i mam nadzieję, że uda mi się utrzymać poziom.

      Pozdrawiam i naprawdę dziękuję dziękuję, że poświęciłaś swój czas na napisanie opinie ; )

      Usuń