6 maj 2017

Dziesięć Dni na Miłość

Tytuł: Dziesięć Dni na Miłość
Autor: Vixen
Rodzaj: Family/Comfort/Friendship/Humour
Status: Miniaturka, zakończona.
Beta: Ania, Katja, Hope - buziaki <3
Opis: Kiedy Harry radzi Hermionie przestać czekać na miłość, kobieta nie myślała, że znajdzie ją ona jeszcze tego samego dnia.

Dziś jest bardzo ważny dla mnie dzień, dokładnie 4 lata temu i niecałe osiem godzin temu na świat przyszedł mój syn. Przewrócił całe moje życie do góry nogami, chwilami nie było łatwo, kiedy indziej jeszcze trudniej. Ale uśmiechy pełne szczęścia, każde "kocham cię" pełne dziecięcej szczerości, mokre buziaki i przytulasy porankami, nawet oglądanie po raz tysięczny tego samego odcinka danej bajki, na której w tym czasie ma bzika... Każdy płacz, każda niewiadoma w świecie młodych i niedoświadczonych rodziców, każde zdenerwowanie, strach o własne dziecko, niepewność czy kształtujesz je prawidłowo, każda nie przespana noc i każda walka, którą trzeba z nim stoczyć. To wszystko znika, gdy wdrapuje ci się na kolana, z zaczerwionymi polikami, wielkimi, zapłakanymi oczami i wtula się w ciebie ufnie. Bo tylko ty i tata potraficie odgonić wszystko co złe. To ty jesteś lekarstwem na całe zło tego świata. I rozpiera cię duma i tak wielka miłość, którą nie myślałaś, że w sobie masz. 

Mimo, że mój A. nigdy tego nie przeczyta, to dedykuję tą mini jemu, bo dał mi wiele do napisania tej miniaturki. 

Kocham cię, A <3 



— Tato! Tato… Tato! — Na placu przy fontannie rozległ się głośny i zrozpaczony krzyk małego dziecka. — Tatusiu…

Niewysoki, a przy tym szczuplutki chłopiec stał w miejscu, gorączkowo rozglądając się dookoła. Wielkimi z przerażenia oczami obserwował mijających go ludzi i przejeżdżające ulicą samochody. W dłoni ściskał swoją ulubioną maskotkę — Pana Kostka — która przedstawiała pluszowego kościotrupa. Na czubku głowy leżał czarny cylinder, miał też czerwoną różę przyszytą na wysokości klatki piersiowej.



— Harry, nic się nie stało, po prostu mam dość tej pracy, nieudanych związków…

— Było ich aż dwa, trudno tu mówić o “związkach” — zaprotestował głos w głośnikach samochodowych, na co kobieta prychnęła zirytowana tym, że jej przerwał, wytykając, jak biedne było jej życie romantyczne.

— … oraz faktu, że wszyscy się zaręczają albo chodzą z tymi przeklętymi, słodkimi brzuszkami.

— Hermiona! — zawołał rozbawiony Harry, po czym parsknął śmiechem. — Mogłaś zostać panią Weasley, miałabyś już z trójkę dzieci do przewijania — oznajmił jej.

Hermiona skręciła w lewo i westchnęła, widząc korki dookoła niej.

— Czy ja ci wyglądam na Lavender? — zapytała retorycznie, na co ponownie odpowiedział jej śmiechem. — Dobrze wiesz, że gdybym została panią Weasley, Ron w końcu by mnie znienawidził… — przerwała na chwilę, by uchylić okno. Londyn tego czerwca był wprost nieznośny, ale nie chciała narzekać, wszystko było lepsze od ciągłych opadów deszczu, bo zazwyczaj płakali, gdy tylko lało. Zamierzała się cieszyć z promieni słońca, miętowych lodów i sukienek, ale cholera, pot się z niej lał. — Po prostu chciałabym kogoś, kto pokochałby mnie taką, jaka jestem. Żeby chodził ze mną na wystawy w muzeum, nawet jeśli ma się tam nudzić przez trzy godziny, bym później mogła mu się odwdzięczyć lodem w samochodzie. Chcę gotować meksykańskie w małej czarnej, którą ze mnie zdejmie po przyjemnej rozmowie. Chcę, by rozumiał, gdy coś jest dla mnie ważne, i tego nie negował, mówiąc, że są to bzdury. Chcę, by nie chciał zmieniać tego, że mam mózg i więcej szarych komórek w głowie niż połowa dziewczyn z naszego rocznika, bo to, do cholery, nie jest moja wina. Nie oczekuję debat o ekonomii świata czy recytowania pieprzonego Szekspira. Chcę być sobą, bez udawania głupiej, zawsze perfekcyjnej i układnej. Czy to tak wiele? — zapytała zmęczonym głosem.

Korek posunął się o pół maski.

— Dla tego loda żałuję, że to nie ciebie pokochałem pierwszą — usłyszała i mimowolnie się uśmiechnęła. — Ale przynajmniej dla ciebie byłem pierwszy we wszystkim — dodał, a ona wróciła wspomnieniami do wojny i czasu, gdy Ron zostawił ich samych. — A tak serio, to przestań w końcu czekać. Miłość przychodzi, gdy najmniej się tego spodziewamy.

Już miała coś odpowiedzieć, gdy w tłumie ludzi na placu ujrzała małego chłopca. Skupiła na nim wzrok, bo wiedziała, że mimo patrzenia w tamtym kierunku z dobre pięć minut, to dopiero teraz go spostrzegła. I była chyba jedyna. Złość się w niej zagotowała, widząc czerwone policzki i drżącą wargę. Hermiona mogła się mylić, ale wyglądał, jakby się zgubił, a żaden z mijających go przechodniów w żaden sposób nie zareagował, nie podszedł.

— Hermiono, jesteś tam?

— Muszę kończyć, Harry!

Przesunęła się samochodem kolejne pół maski, zaciągnęła ręczny i nie bacząc na protestujących ludzi, wysiadła. W odkrytą skórę uderzył żar słońca, a ona przebiegała między samochodami na drugą stronę ulicy. Odkrzyknęła do denerwującej się kobiety w samochodzie i przepchnęła się między ludźmi do chłopca.

Z tej odległości idealnie widziała wielkie łzy spływające po zaróżowionych policzkach i jak bardzo pobielałe były palce zaciśnięte wokół nietypowej jak na jej gust maskotki.

— Tatuś…

Hermionę chwyciło za serce, gdy usłyszała przerywany łkaniem głos. Nie chcąc dłużej czekać, złapała chłopca za ramię i przykucnęła, żeby zrównać się z nim wzrokiem i móc spojrzeć prosto w jego niesamowicie niebieskie oczy.

Wydawały się znajome, zwłaszcza z tymi czarnymi włosami niechlujnie wystającymi spod kapelusza.

— Cześć, kolego, jestem Hermiona — powiedziała, starając się brzmieć przyjaźnie.

— Jestem O...rion, pomoże mi pani zna...leźć tatę?



Zatrzymała się pod Grimmauld Place, które od ponad roku było jej domem. Westchnęła, opierając się wygodniej na siedzeniu. W lusterku spojrzała na tył samochodu, gdzie znajdował się duży fotelik transmutowany z długopisu, a w nim zapięty mały Orion. Po krótkiej kłótni z głupimi bucami w garniturach i polówkach od Ralpha Laurena o to, że stanęła na ulicy i wysiadła z samochodu, udało jej się przekonać chłopca, by jej zaufał i rozsiadł się wygodniej. Nie bacząc na ludzi, przeszła na tył samochodu i udała, że z bagażnika wyciąga fotelik, w którym zapięła powoli uspokajającego się chłopczyka. Po spytaniu, kim są jego rodzice, zamilkł.

Pierwszy raz od dłuższego czasu kobieta nie wiedziała, co ma zrobić. Miała ze sobą dziecko, które na pewno szukali właśnie rodzice. W pierwszej chwili planowała iść na policję, ale kiedy uderzyło w nią, jak ma na imię, zrozumiała, że mugole nie nazywają tak swoich latorośli. Dla pewności dotknęła go swoją magią i poczuła, jak jego wciąż jasna i niewinna nieśmiało jej odpowiedziała. Miała sto procent pewności, że na tyle samochodu spało magiczne dziecko.

Dlatego też postanowiła wrócić do domu. Miała tylko nadzieję, że nie zastanie tam Rona ani nikogo innego, bo nie chciała przytłoczyć małego Oriona zbyt dużą liczbą obcych ludzi. Wiedziała też, że Harry uspokoi trochę jej rozbiegane myśli spowodowane pracą, którą chciała rzucić. Była też pewna, że razem znajdą rozwiązanie, jak wybrnąć z obecnej sytuacji.

Sięgnęła po torebkę leżącą na siedzeniu pasażera na przedzie, wysiadła i skierowała się na tył, gdzie wyciągnęła małego z fotelika. Z ulgą przyjęła fakt, że chłopiec się nie obudził.

I podziękowała za to Merlinowi, lepiej będzie Harry’emu wszystko wyjaśnić na osobności.

Weszła do domu, a w przedpokoju odrazu przywitał ją przyjaciel z łyżką w dłoni.

— Dobrze, że już jesteś, zrobiłem meksyka… — urwał, a zielone oczy wpatrywały się w nią intensywnie. — Hermiona?

Obiecując, że wszystko wyjaśni, jak tylko położy gdzieś małego, przeszła do salonu. Ułożyła go na kanapie, ściągnęła czerwone trampki ze stóp, wsunęła pod ramię maskotkę i nakryła cienkim kocem.

Rzuciła zaklęcia, by nie spadł z wąskiej kanapy, oraz alarmujące, które miało ją powiadomić gdyby coś się działo albo chłopiec się obudził.

Siedzieli przy stoliku, zajadając się zupą meksykańską, którą zrobił Harry po tym, jak wspomniała o niej w ich rozmowie telefonicznej. Widziała, jak mężczyzna przetrawiał to, co mu właśnie powiedziała, a także odmalowującą się złość na jego pięknej twarzy. Sięgnęła ręką nad stołem i kciukiem rozmasowała zmarszczenia pomiędzy czarnymi brwiami. Wiedziała, że pojawiają się wtedy, gdy ogarniało go zmartwienie, zestresowanie i prawdziwe wkurwienie. Często skutkiem ubocznym tak intensywnych emocji były krótkie, ale mocne bóle głowy.

— I nikt się nawet, kurwa, nie zdziwił, że pięciolatek jest sam w centrum miasta? — zapytał, niedowierzając.

W odpowiedzi mogła tylko pokręcić głową.

— Nie wiem… — powiedziała. — Pytałam, jak się nazywa, ale wszystko co mi mówi, to swoje imię, więc będzie trzeba sprawdzić w ministerstwie ilu jest zarejestrowanych chłopców o tym imieniu, z jego wyglądem i w jego wieku. To zadanie dla Harry’ego-Wybrańca-Pottera.

— Pójdę teraz, jest otwarte jeszcze przez dobre pół godziny, więc może dziś się czegoś dowiemy.



Hermiona miała same czarne scenariusze w głowie, kiedy Harry wrócił po długich dwóch godzinach. Spełnił się jeden z najgorszych. Po kilkukrotnym sprawdzeniu katalogów wynik pozostawał taki sam. Kimkolwiek było śpiące dziecko na ich kanapie, nie należało do populacji magicznej Wielkiej Brytanii. Pozostało im skontaktować się z innymi ministerstwami, ale nie będąc rodziną chłopca, nic tak naprawdę nie mogli wskórać. Informacje były przekazywane tylko rodzinie, bez względu na okoliczności, chyba że chcieliby, aby chłopiec trafił do domu rodzinnego, otwartego w Walii po drugiej wojnie. Na początku było dużo dzieci pozbawionych rodziny, w tym też z tej ciemnej strony, ale na przestrzeni lat coraz więcej pojawiało się tam charłaków, dzięki czemu mogli nauczyć się niemagicznego życia.

Za żadne skarby nie chciała, by Orion tam trafił, dlatego następnego ranka skontaktowała się z Kingsleyem. Długo zajęło jej namówienie go na użycie swojego tytułu ministra, by dowiedział się, skąd pochodził chłopiec.

Dopiero kiedy powód ich rozmowy wszedł do kuchni z zaspanymi oczami i rozczochranymi ciemnymi włosami, Kingsley skapitulował.

— Niczego nie obiecuję i może to potrwać.

— Dziękuję, będę ci dłużna — odpowiedziała.

— Powiadomię twój department, że bierzesz nieokreślony urlop z powodów rodzinnych. — Już otwierała usta, by zaprotestować, gdy zza pleców dziecka wyłonił się Harry.

— Słusznie, znając ciebie to i tak masz mnóstwo zaległego urlopu — powiedział były Gryfon.

Kingsley wyszedł, a Harry wsypał płatki do miski, do których dodał ciepłego mleka i miodu. Postawił je na stole wraz ze szklanką soku pomarańczowego.

— Cześć, mały. Jestem Harry, miło mi cię poznać — powiedział, wyciągając przed siebie dłoń. Chłopiec niepewnie ją chwycił i lekko potrząsnął.

— Dzień dobry, panie Harry.

— Po prostu Harry. Powiedz, lubisz płatki?

— Tylko z miodem! — odpowiedział malec, biorąc w drobne dłonie łyżkę.




Pierwszy dzień spędzili na zakupach. Hermiona zdała sobie sprawę, że Orion nic nie miał. Chyba że mieli liczyć Pana Kostka. Dlatego razem z Harrym wybrali się do centrum handlowego. Kupili tam niewiele ubrań z dużą liczbą majtek i skarpetek. Tak, jak Orion mógł pochodzić w tej samej bluzce przez dwa dni, tak Hermiona nawet nie chciała myśleć o codziennym ręcznym praniu dziecięcej bielizny. Kiedy już mieli w siatkach wygodne, a przy tym ładne ciuchy, Harry zaprowadził ich do świata zabaw dla dzieci. Razem razem bawili się w niezliczonej liczbie kulek, do których tylko chwilę namawiali ich małego towarzysza.


Trzeciego dnia, gdy poświata księżyca nieśmiało zaglądała przez okno, Hermionę obudził cichy płacz. Zrywając się z łóżka z wciąż posklejanymi powiekami, pobiegła do drugiego pokoju, gdzie nocował Orion.

Małe ciałko szamotało i kręciło się w wielkim łóżku, a z dziecięcego gardła wydobywało się wołanie o pomoc. Czarne kosmyki przykleiły się do spoconego czoła, a pobielałe palce ściskały Pana Kostka.

— Orion. Orion, hej. No dalej, budzimy się — szepnęła. Nawet nie zdążyła potrząsnąć ramieniem, gdy na sam dotyk dłoni wyrwał się do pozycji siedzącej. Wielkimi, załzawionymi oczami rozglądał się dookoła, a Hermiona doskonale widziała moment, w którym niebieskie oczy rozpoznały pomieszczenie. Biorąc to za dobry znak, przesunęła się z powrotem do łóżka i pojawiła w zasięgu jego spojrzenia.

— Hermina? — zapytał drżącym głosem, a ona zaczesała jego długie, spocone, czarne loki do tyłu, uśmiechając się na niepoprawną wymowę imienia.

— Ale się zgrzałeś, mój drogi — odpowiedziała, podchodząc do komody, w której razem z Harrym zrobili miejsce na te kilka rzeczy, które kupili dla Oriona. Wyciągnęła drugą piżamę i wróciła do chłopca. — Trzeba cię przebrać, bo jeszcze się rozchorujesz, a wtedy tata z mamą będą bardzo, bardzo źli.

— Chcę do taty! — powiedział stanowczym, a przy tym zrozpaczonym głosem, a Hermionie dosłownie pękało serce.

Dzisiejszego dnia dostali odpowiedź z ministerstwa magii w Irlandii, od którego dowiedzieli się, że Orion nie jest obywatelem tego kraju. Następnym krokiem Kingsleya było skontaktowanie się z przedstawicielami ministerstw we Francji i Niemczech, ale oboje wiedzieli, że istniały marne szanse na uzyskanie jakiejkolwiek znaczącej odpowiedzi. Przynajmniej nie bez żadnej przysługi od ich ministerstwa, a chociaż bardzo Kingsley im pobłażał i zawsze pomagał, nie było opcji, by wyłożył się na tacy dla “jakiegoś” dziecka.

— Och, Orionie, wiem o tym, kochanie — powiedziała, siadając na łóżku. Otworzyła szeroko ramiona; chłopiec nic więcej nie potrzebował. Rzucił się jej na szyję z głośnym płaczem, prosząc ją raz po raz, by zabrała go do taty, bo tak bardzo za nim tęskni.

— Jestem pewna, że tatuś też za tobą tęskni i że szuka cię cały czas, bo się boi, wiesz? — zagadnęła, a widząc sceptyczną minę na tak młodej twarzy, parsknęła śmiechem. — Nie żartuję! — powiedziała poważnie, po czym wbiła delikatnie palce w jego boczki i zaczęła łaskotać. — Boi się i będzie cię szukał, dopóki cię nie znajdzie, a jeżeli tatusiowi się nie uda, to my znajdziemy jego, co ty na to? — zapytała, ale odpowiedział jej tylko dziecięcy perlisty śmiech.


Czwartego dnia wszyscy domownicy (ci tymczasowi i permanentni) złapali jakąś chandrę po wiadomościach z Niemiec — Orion nie był obywatelem Niemiec — i Francji — Orion był, a może nie był ich obywatelem — czyli jednym słowem zero dobrych wieści.

Słysząc dzwonek do drzwi, Hermiona pierwszy raz od kilku godzin ruszyła się z kanapy i skierowała swoje kroki do holu. Zanim jeszcze otworzyła drzwi, poczuła zapach pizzy, którą Harry zamówił na obiad. Tak jak ona i Orion, był Gryfon nie ruszył się z kanapy, na której wszyscy siedzieli.

Zapłaciła młodemu chłopakowi i z dwoma wielkimi kartonami jedzenia wróciła do salonu. Zauważyła, że Orion wraz z Harrym posprzątali ze stolika kartki, na których były różnokolorowe pieczątki zrobione przez Hermionę z ziemniaków.

— Jak zwykle nie ma rzeczy, której byś nie wymyśliła — skwitował Harry, gdy pokazywała Orionowi, że wystarczy zamoczyć wycięty w ziemniaku kształt w danym kolorze farby i przycisnąć do kartki, by uzyskać pieczątkę.

Upodobał sobie tę o kształcie samochodu-garbusa, przez co za każdym razem pokazywał im kolejne nowo odbite auto, wykrzykując przy tym jego kolory. Śmiał się, a śmiech miał tak wesoły i ładny, że Hermiona nie chciała, by ta chwila przeminęła.


Szóstego dnia Hermiona znalazła Oriona w bibliotece. Siedział po turecku na granatowym dywanie przed ścianą, na której widniało wielkie drzewo rodzinne Blacków.

— Orion, kolacja już jest — powiedziała, opierając się o framugę drzwi, ale chłopiec nawet nie zareagował. Wpatrywał się oczami w jeden punkt, więc Hermiona podeszła do niego, domyślając się, że pewnie nawet jej nie usłyszał.

— Orion? — zapytała, a on podskoczył zaskoczony.

— Co to? — odpowiedział po chwili, wskazując na drzewo, do którego podszedł.

— To jest drzewo rodzinne Blacków. Kiedyś była to duża i ważna rodzina, ale teraz niewielu członków tego rodu wciąż żyje — rzekła. — Nie lubimy o niej rozmawiać, ale spójrz — powiedziała, wskazując na twarz Syriusza. — To jest chrzestny Harry’ego, zostawił mu to miejsce. A tutaj jest Andromeda, kuzynka Syriusza, która ma wnuka o kilka lat starszego od ciebie. Wiesz, co was łączy?

— To, że mamy imiona po gwiazdach? — zapytał, a jej zaparło dech, bo mimo iż myślała tymi kategoriami, to niedosłownie w ten sposób.

— Miałam na myśli to, że macie imiona jak gwiazdy, ale masz rację, oni, będąc z rodziny Blacków, dostali imiona właśnie po gwiazdach. Jest to rodzinna tradycja, jedyna, która naprawdę mi się podoba.

— To tak jak my! — powiedział, wstając niezdarnie z podłogi i ciągnąc ją w stronę zapachu kurczaka.


Ósmego dnia Hermiona zabrała Oriona po śniadaniu na plac zabaw, gdzie z zaróżowionymi policzkami biegał jak szalony. W pierwszej chwili obawiała się, że może się czuć niekomfortowo, nie wiedziała, czy chłopiec będzie wiedział, co to za miejsce. Po dziesięciu minutach zrozumiała, że było to niepotrzebne. Orion czuł się jak ryba w wodzie, ciągle zjeżdżał na ślizgawce, machał nogami, gdy kazał się wysoko bujać, bawił się w piasku i śmiał się. Bez przerwy. Uśmiech nie schodził z małych ust, za co była wdzięczna, bo od czasu robienia pieczątek nie słyszała jego dziecięcego śmiechu.

A starała się bardzo, by go wywołać.

Domyślała się, że bardzo tęsknił za tatą, ale dzisiaj nie spytał o niego jeszcze ani razu. Przyjęła ten fakt z ulgą, bo już nie wiedziała, jak po raz kolejny miała znieść rozczarowanie w jego oczach i drżącą dolną wargę.

Po długich czterech godzinach biegania Orion przewrócił się na chodniku okalającym plac zabaw, zdzierając sobie kolano. Już zbierała się, żeby do niego podejść, ale on ją uprzedził. Przybiegł do niej z ogłuszającym płaczem. Po pulchnych policzkach spływały wielkie łzy, a po odkrytej nodze w spodenkach ciekła ścieżka krwi. Łagodnym głosem próbowała przebić się przez kwilenie, mówiąc mu, że to tylko małe zadrapanie i zaraz wszystko będzie dobrze.

Wzięła go na kolana, a on wtulił się w nią ufnie, oplatając małymi rączkami jej szyję. Rozglądając się szybko dookoła, uniosła dłoń ponad ranę i używając niewerbalnego zaklęcia, popchnęła swoją magię, a rana zasklepiła się. Zostało po niej tylko zaczerwienienie i zaschnięta krew, którą także usunęła zaklęciem.

Nim skończyła, wyczerpany Orion zasnął wtulony w jej ramionach.

Mam cię.


Dziewiątego dnia odwiedził ich Ron, który zastanawiał się, dlaczego Hermiona po raz kolejny odmówiła przyjścia do Nory i dlaczego nie chodziła do pracy.

— Mam urlop — odpowiedziała, próbując ignorować zszokowaną minę na twarzy rudzielca. — Coś mi wypadło i nie mam na razie czasu. Jestem pewna, że Molly mi to wybaczy.

Jako że wciąż bardzo kochała Rona, jako przyjaciela, to doskonale wiedziała, że był temperamentny. Dlatego subtelnie próbowała się go pozbyć, nim Harry i Orion wrócą do domu na obiad. Zdawała sobie sprawę, że dawno dowiedział się od pijanej Ginny, że Harry i Hermiona mieli coś w czasie wojny, gdy najmłodszy Weasley ich zostawił, i do tej pory mu się to nie podobało. Wciąż pamiętała ostre słowa, które sprawiły więcej bólu niż powinny, gdy Harry zaproponował jej wspólne mieszkanie. W głowie Rona uroiła się jakaś fantazja o wiecznej orgii, która miała się odbywać pod nieobecność jego siostry, gdy ta podróżowała z Harpiami.

Słysząc brzdęk kluczy i perlisty śmiech Oriona, Hermiona poczuła, jak jej ramiona automatycznie się napięły w oczekiwaniu na atak.

Chłopiec wbiegł do kuchni, od razu przylegając do jej nóg i z ekscytacją w głosie opowiadał o dzieciach, które dziś spotkał. Hermiona kiwała głową, ciągle nie spuszczając oczu ze swojego byłego chłopaka.

— Słońce, jesteśmy tak głodni, że zjedlibyśmy konia z kopytami…

Hermiona zaklęła siarczyście, słysząc słowa Harry’ego i widząc, jak piegowata twarz pokrywa się wielkim rumieńcem złości. Instynktownie zjechała dłońmi z głowy Oriona na jego uszy, by choć trochę ochronić go przed słynnym Weasleyowskim językiem.

— Co, kurwa?! — zapytał uniesionym głosem Ron, a Hermiona miała ochotę trzepnąć go porządnie, porządnie w głowę. — Co to za dzieciak? I czy Ginny wie, że zabawiacie się w dom pod jej nieobecność?

Harry przewrócił oczami, spodziewając się takiej reakcji, a była Gryfonka miała wielką ochotę zrobić to samo. Jednak powstrzymała się z powodu wpatrujących się w nią niebieskich oczu Rona. Świdrowały ją, jakby chciały przewiercić się przez niewidzialne osłony wokół niej i odkryć wielki sekret.

Co to był za sekret, miała ochotę parsknąć śmiechem. Zamiast tego skupiła się, a na jej twarzy odmalowała irytacja, która często towarzyszyła kobiecie w pobliżu swojego byłego.

— Po pierwsze, Ronaldzie, wyrażaj się, bo jest z nami dzieciak, Orion — powiedziała, kładąc największy nacisk na słowo określające chłopca, którego użył Ron, by dać mu do zrozumienia, po jak cienkim lodzie stąpał. — Po drugie, nawet nie będę się zniżać do twojego poziomu, bo jest gorszy niż kiedyś. Teraz tak, jak wrażliwość nie mieści się on w pieprzonej łyżeczce do herbaty!

— Słucham? — zapytał, a Harry parsknął śmiechem. — I czego rżysz, Harry! Ginny ciężko pracuje, a ty rządzisz tutaj z Hermioną!

Widząc rosnącą irytację na twarzy Harry’ego, który jeszcze dziesięć sekund wcześniej był rozbawiony, Hermiona zdecydowała się działać. Kucnęła, by wziąć czterolatka w ramiona i wyszła z kuchni. Wychodząc, usłyszała jeszcze odpowiedź przyjaciela, która była tak bardzo zabarwiona jadem, że aż przeszły ją ciarki.

— No tak, bo twoje urojenia o mnie i Hermionie pieprzących się jak króliki w rui wymagają pełnej powagi. Z Hermioną mamy wspólną przeszłość, tak, ale jest to w pieprzonej przeszłości, bo jestem po uszy zakochany w twojej siostrze. Skoro ona się pogodziła, że dostając mnie, dostaje mnie z Hermioną, ty musisz zaakceptować, że nie byłeś ani jedyny, ani pierwszy.

Ron wyszedł, trzaskając drzwiami, obiad został zapomniany, a przestraszony Orion ani na chwilę nie opuścił jej ramion, aż w nich zasnął.

Hermiona nie mogła się nadziwić, jak ufny w stosunku do ich dwójki był mały Orion. Tym bardziej kiedy brało się pod uwagę, jak zachowywał się przy i po wizycie Rona. Bez skrępowania zadawał milion pytań: kim jest Harry, co robi Hermiona, czyj jest ten brzydki, rudy kot (na to pytanie kobieta się obruszyła, a jej przyjaciel ryknął takim śmiechem, że mało nie spadł z kanapy), gdzie w ogóle byli, czy tata po niego już jedzie, czy nie uważają, że Pan Kostek powinien mieć Panią Kostkę? Miała wrażenie, że nie było dziesięciu minut, w ciągu których nie pytałby o to czy o tamto i siamto. Z łatwością opowiadał im, że chodzi do przedszkola, a jego najlepszą przyjaciółką była Alice, której jego dziadek naprawdę, naprawdę nie lubił, ale nigdy nie chciał powiedzieć czemu. Zły dziadek, prawda? Uwielbiał playdooh, ale nie bawił się nim często, bo zawsze nim bałaganił, tak mówiła babcia. Babcia kochała porządek!

Za każdym razem, gdy rozwiązywał mu się język i z przejęciem opowiadał o ulubionych lekcjach, jak piękny był kolor różowy, i że miał białą fretkę o imieniu Smok (tym razem Harry spadł z kanapy i śmiejąc się turlał po dywanie, a twarz miał tak czerwoną, że Hermiona martwiła się, czy zaraz nie eksploduje), ona czekała na jakąś informację, małą wzmiankę.

Nazwa miasta czy nawet przedszkola!

Jakiekolwiek imię, oprócz Alice, ale nawet gdy pytali, jak nazywał się tatuś albo babcia, odpowiadał — tatuś i babcia — jakby to była najoczywistsza rzecz na calutkiej kuli ziemskiej, a nawet i we wszechświecie!

Chciała, nie, skreśl to, potrzebowała czegokolwiek, bo ta bezczynność ją wprost zabijała. Pierwszy raz od dłuższego czasu nie mogła nic zrobić, by komuś pomóc. Dobijała ją ta bezradność za każdym razem, jak przyłapywała Oriona, gdy wyglądał, jakby się wyłączał. Siedział wtedy przez dłuższą chwilę, wpatrując się w jeden punkt przed sobą, a żadne nawoływanie nie budziło go z tego letargu, dopóki nie poczuł ciepła dotyku.


Dziesiątego dnia Hermiona po raz kolejny znalazła Oriona w bibliotece. Ponownie siedział ze skrzyżowanymi nogami przed rodzinnym drzewem, a w rączkach miął Pana Kostka. Spojrzał na nią, gdy kucnęła obok niego. Miał swoją minę myśliciela, jak to Harry lubił ją nazywać, a w niebieskich oczach, które zdążyła pokochać, tliło się łaknienie wiedzy.

— Hermina, to drzewo jest rodzinne? — zapytał, a Hermiona uśmiechnęła się lekko, słysząc, w jaki sposób sformułował zdanie.

Przez te kilka dni trudno jej było pamiętać, że Orion to wciąż mały chłopiec, bo wiele razy pokazywał, jak wspaniałym, mądrym i pojętnym był dzieckiem. Dlatego kiedy wychodziły mu takie kwiatki, sprowadzał ją na ziemię i przypominał, jak mały i niewinny jeszcze był.

— Tak. Rodzina Blacków, pamiętasz? — zapytała, a on pokiwał głową.

— To dlaczego tam jest mój tatuś? A on nie jest Black? — zapytał, a serce Hermiony zwolniło, żeby po trzech długich sekundach znowu przyśpieszyć. Poczuła ulgę, że wreszcie coś się ruszy, że odpowiedź mieli przed samym nosem, ale byli zbyt krótkowzroczni. Ale kiedy euforia powoli z niej zeszła, poczuła ukłucie smutku, bo zrozumiała, że Orion zniknie z jej życia.

— Twój tatuś tutaj jest? — zapytała, siląc się na wesoły ton głosu, gdy poczuła, że dobry humor ją opuścił. Wstała i podeszła bliżej do ściany. Spojrzała tam, gdzie Orion pokazywał palcem. — Draco? Draco Malfoy jest twoim tatą? — zapytała, kręcąc przy tym głową. — Malfoy nie ma syna, spójrz, widzisz, nie ma żadnej nitki od jego zdjęcia — powiedziała.

Ma mnie! — krzyknął zdenerwowany. — I chcę do taty!



— Draco-skacząca-fretka-Malfoy?! — zawołał zdziwiony Harry, po zakrztuszeniu się mlekiem, które pił prosto z kartonu. Hermiona przewróciła oczami, czego jej przyjaciel nie mógł zauważyć. Korzystając z tego, że Orion potrzebował drzemki po wybuchu magii, który towarzyszył jego zdenerwowaniu, kobieta postanowiła w pełni wykorzystać ten czas.

— Draco Malfoy wystarczy, Harry — powiedziała, podpisując się pod listem, który właśnie skończyła pisać do departamentu transportu magicznego. Zaraz po tym, jak Orion zasnął, Hermiona skontaktowała się z Kingsleyem, który poinformował ją, że Malfoy mieszka we Francji i zdobędzie dla niej pełen adres. — Skoro fakt, że szkołę skończyliście trzy lata temu nie zmienia twoich uczuć, to to, że zajmowałeś się jego dzieckiem przez ostatnie kilkanaście dni już powinno.

— Draco—pieprzony—Malfoy, bardziej ci nie ustąpię — powiedział, sięgając po list z blatu stołu. — Potrafisz wyobrazić sobie jego minę, gdy cię zobaczy?

— Myślę, że zmieni ją bardzo szybko, gdy dowie się, dlaczego mnie widzi.

— Pewnie masz rację, jak zawsze. Ale obiecaj mi, że będziesz ostrożna.

Hermiona wstała i odwróciła się w stronę przyjaciela. Wiedziała, że nie podobało mu się, że kazała mu zostać w domu, gdy ona weźmie świstoklik do Francji, ale nie chciała zostawiać Oriona z obcymi osobami. Dlatego Harry musiał zostać.

— Naprawdę myślisz, że Malfoy mógł wychować tak cudowne dziecko, gdyby wciąż był tym samym, wrednym chłopcem sprzed wojny? — zapytała cicho, a Harry westchnął.

Oboje wiedzieli, że było to wręcz niemożliwe.



Wylądowała na trzęsących się nogach w ministerstwie magii we Francji. Widząc zaciekawione spojrzenia i kilku fotografów, cieszyła się, że nie wylądowała na tyłku albo co gorsza twarzą do posadzki. To by była dopiero gratka dla fotoreporterów. Po szybkim sprawdzeniu przez zbyt miłego pracownika, Hermiona wyszła na ulicę Paryża. Chowając się w pustej alejce, spojrzała po raz tysięczny już na skrawek kartki, na której widniał adres zamieszkania, po czym zamykając oczy, zniknęła z cichym trzaskiem.



Wylądowała przed białymi drzwiami, o które uderzyła łokciem, przez co poczuła prąd biegnący wzdłuż ręki. Rozmasowując wciąż bolące miejsce, nie zauważyła nawet, że drzwi przed nią zostały otwarte, a w nich stanął mężczyzna z laską.

— Słucham? — zapytał, a Hermiona wciąż z grymasem na ustach spojrzała w górę.

— P...pan Malfoy! — powiedziała zaskoczona.

— Panna Granger, czy może już Pani Potter? — zapytał z drwiącym uśmiechem na ustach.

— Nie Weasley? — mruknęła zaciekawiona. — Zresztą nieważne, muszę porozmawiać z... pańskim synem.

— Mój syn jest pediatrą, nie psychiatrą, zresztą jest tymczasowo niedostępny. Więc jeśli ministerstwo wysłało cię jako żarcik, by nas sprawdzić, to możesz im powiedzieć, że do kolejnej kontroli…

— Panie Malfoy — przerwała mu stanowczo. — Muszę natychmiast zobaczyć się z Draconem — dodała, decydując się na użycie rodzonego imienia jej szkolnego wroga, mając nadzieję, że pokaże to starszemu czarodziejowi, jak bardzo jej zależało i jak bardzo poważna była sytuacja.

Chyba zrozumiał, bo po minucie milczenia, przesunął się obok i uchylił mocniej drzwi do wielkiej willi. Nic nie mówiąc, zaczął się kierować jednym z korytarzy, który biegł od wejściowego holu. Zatrzymał się dopiero przed uchylonymi drzwiami do pomieszczenia, z którego słychać było podniesiony głos i taką wiązankę przekleństw, że nawet Ron się przy tym chował.

— Wychowałem cię lepiej, więc tak się wyrażaj — powiedział Lucjusz, pchając drzwi.

Malfoy stał pośrodku gabinetu z telefonem komórkowym, przez który musiał właśnie rozmawiać. Widziała, jak przewrócił oczami i z krzywym uśmiechem spojrzał w ich stronę. Zauważyła także, że jego ojciec stanął tak, że była cała zasłonięta.

— Ty mnie hodowałeś, jak bydło na rzeź, tato — odpowiedział słodkim głosem, aż po plecach przeszły jej ciarki. Przez chwilę zastanawiała się, czy pomylili się z Harrym i młody mężczyzna w gabinecie wciąż był wrednym szesnastolatkiem.

— Niemniej jednak, wyrażaj się, bo masz… gościa.

Hermionę zawsze zastanawiało, jak to możliwe, by tak normalne słowo, można było zamienić w obelgę. Widocznie jad, który nadawał zwykłym słowom moc, można było wypić z mlekiem matki albo był dziedziczny.

Lucjusz odsunął się, a Hermiona zauważyła nawet z tej odległości, jak szare oczy rozszerzają się ze zdziwienia oraz niepewności.

— Granger?

— Malfoy.



Hermiona usiadła w fotelu naprzeciwko biurka, które wskazał jej mężczyzna. Czekając, aż porządzi trochę skrzatami, na co musiała mocno zacisnąć zęby, rozejrzała się po pomieszczeniu. Zauważyła kilka ramek ze zdjęciami, na których znajdowali się Orion i on, razem i osobno. Sięgnęła po to, co było najbliżej niej i przyjrzała się chłopcu, który wyglądał jakby miał lekko ponad rok, i siedział Malfoyowi na barkach. Zdjęcie było czarodziejskie, więc mogła zauważyć, że już wtedy uśmiechał się tak szeroko, że pokazywał wszystkie zęby. W głowie nawet słyszała perlisty śmiech, który przez te kilka dni poznała na pamięć, gdy mężczyzna zaczął się z nim kręcić i biegać po ogrodzie, jak szalony.

— Jak pijesz…

— Mam Oriona — przerwała mu zdenerwowanym głosem i powiodła spojrzeniem w jego stronę. Zauważyła, jak z twarzy spadła mu maska, a na jej miejscu pojawiło się zaskoczenie i napięcie. Jak za dotknięciem różdżki spostrzegła ciemne wory pod oczami i poszarzałą skórę, która straszyła niezdrowym wyglądem. Niepokój wręcz bił od całej jego postaci, a drżące dłonie zdradzały zdenerwowanie. Przez chwilę zastanawiała się, dlaczego nie zauważyła tego od razu, ale zrzuciła to na próbę utrzymania swoich własnych emocji w ryzach.

— Granger… — przerwał, ale Hermiona nie zamierzała go popędzać. — Skąd wiesz o Orionie? Jakt to go masz? Jak długo? I przede wszystkim, gdzie on, kurwa, jest? — warknął zdenerwowany, a ona mimowolnie podskoczyła na zmianę tonu. — Szukam go wszędzie!

Wzięła głębszy oddech i policzyła do dziesięciu, starając się opanować i nie odpowiedzieć równie opryskliwie. Bycie dorosłym i rozumiejącym innych czasem było trudne.

— Od dziesięciu…

— Dziesięciu dni! — krzyknął, podrywając się z krzesła, a ona razem z nim.

Nie zamierzała wdawać się w żadną kłótnię, ale jeśli Malfoy potrzebował wykrzyczeć swoje frustracje, wolała być mniej więcej na tym samym poziomie. Czuła się wtedy o wiele bezpieczniej, chociaż wiedziała, że to irracjonalne uczucie, bo nic jej tutaj nie groziło.

Draco Malfoy nie mógł być złym mężczyzną. Tak naprawdę nawet nie był złym dzieckiem, tylko zagubionym chłopcem, który od małego miał wpajane kłamstwa, uprzedzenia i rasistowskie opinie. Hermiona miała nadzieję, że tak, jak przez Lucjusza, a później Voldemorta nigdy nie miał szansy stać się swoją własną osobą, tak będąc uwolnionym po wojnie, nauczył się żyć dla siebie, decydować za siebie i zostać takim mężczyzną, jakim nigdy nie mógł być za dziecka.

— Tak, dziesięć. Rozumiem, że jesteś zły, ale usiądź, proszę? — zapytała z nadzieją. — Dla Oriona? — dodała, widząc zaciętą minę byłego Ślizgona. Kiedy usiadł, sięgnęła po filiżankę herbaty, do której dodała łyżeczkę miodu i jednym ruchem palca, posłała ją w stronę zdziwionego Malfoya, po czym zajęła się przygotowaniem napoju dla siebie.

— Orion uwielbia miód, a także mówić wszystkie mało istotne fakty o sobie i bliskich mu osobach — wyjaśniła, widząc nieme pytanie na zmęczonej twarzy. Kiedy nie odpowiedział, a jej zaczęły pocić się ponownie dłonie, zacisnęła palce mocniej wokół rozgrzanej porcelany.

— Znalazłam Oriona w mugolskiej części Londynu. Nie wiem, czy to czysty przypadek, czy tak miało być, jak to Kingsley lubi powtarzać, ale ciesze się, że tak się stało. Orion był przerażony… do tego stopnia, że w upalny dzień był zmarznięty i oblany zimnym potem.

— Kurwa — szepnął Malfoy, a Hermiona zauważyła, jak ściska blat biurka, by nie eksplodować.

— Nie wiem, ile tak stał, ale nikt, nikt nie zwrócił na niego uwagi. Z początku chciałam zabrać go na policję, ale kiedy powiedział swoje imię, musiałam się upewnić... — przerwała, biorąc głębszy wdech, wiedząc, że kolejna część wypowiedzi może się jemu, jako czarodziejowi czystej krwi, nie spodobać. Wszak dotknęła swoją brudną magią, czystą i niewinną Oriona. — Sprawdziłam swoją magią jego. — Kiedy nie usłyszała żadnego komentarza, przekleństwa, kontynuowała. — Kingsley od dnia następnego próbował skontaktować się z innymi ministerstwami. U nas i w Anglii nie było żadnych dokumentów chłopca o imieniu Orion, w Niemczech też nie, a Francja odmówiła współpracy, broniąc się, że takie dane są tylko dla rodziny. Jestem wściekła, bo mogli się chociaż skontaktować z tobą, nawet jeśli do końca nie wiedzieli, o co chodzi! — zawowała. — Orion już dawno byłby w domu, z tobą, tatą, za którym tak cholernie tęskni, Malfoy!

— Czy on wie? — zapytał, a ona pokręciła głową.

— Nie byłam pewna — odpowiedziała. — Wiesz, jak dowiedziałam się, że jesteś jego tatą? — zapytała, ale nie czekała na jego odpowiedź. — W Grimmauld Place wciąż jest drzewo rodzinne Blacków. Od samego początku bardzo zainteresowało Oriona. Wyjaśniłam mu, co to jest, ale dopiero za czwartym razem, gdy przyłapałam go znowu przed tą głupią ścianą, spytał dlaczego jego tatuś tam jest, skoro nie jest Blackiem — powiedziała i zauważyła zrozumienie w szarych oczach mężczyzny. — Oboje wiemy, że Orion nie jest twoim synem z krwi i kości, więc nie chciałam ryzykować brania go ze sobą w taką podróż, nie mając pewności, że jesteś tym, kim mówił.

Orion jest moim synem — powiedział stanowczo, a ona uśmiechnęła się, przypominając sobie wybuch Oriona w bibliotece.

— Wiem.

— Adoptowałem go zaraz po tym, jak Wizengamot oczyścił mnie z zarzutów i dał pod nadzór Aurorów, miał tylko dziesięć miesięcy. Orion nie wie jeszcze, że nie jest… mój — wyjaśnił, a ona pokiwała głową ze zrozumieniem, mimo że tak naprawdę nie rozumiała prawie nic.

Malfoy był nastolatkiem, gdy adoptował małe dziecko. Ale dlaczego? I czyj był Orion? Tyle pytań, których nie miała prawa zadać. A ciekawość i pragnienie poznania prawdy, wręcz ją zżerało.

Spojrzała na komórkę, a później na Malfoya.

— Za piętnaście minut uruchomi się świstoklik. Jesteś gotowy zobaczyć syna?



Hermiona ze łzami w oczach patrzyła na płaczącego ze szczęścia Oriona. Zauważyła nawet, jak Malfoy wierzchem dłoni wycierał swoje blade, nieogolone policzki, gdy przytulał małe ciałko. Harry wszedł do salonu z torbą, w którą spakował wszystkie rzeczy Oriona. Po jednym spojrzeniu w jej stronę, podszedł do niej i objął od tyłu jednym ramieniem. Czując jego ciepło, miała ochotę się w nim zatopić i wybuchnąć głośnym płaczem. Przez te wszystkie dni, gdy tak szukali taty ich — ich — małego chłopca, ani razu nie myślała, co się stanie, gdy już go znajdą.

Teraz wiedziała.

— Hermina! — krzyknął Orion, na co Malfoy parsknął śmiechem. Chłopiec puścił byłego Ślizgona i podbiegł do niej niemal podskakując na krótkich nóżkach. — Dziękuję.

Rzucił się w jej stronę, a gdy kucnęła by być na jego poziomie, poleciała do tyłu przez siłę uderzenia. Nie zwracając na to uwagi, zacisnęła swoje ramiona wokół niego, myśląc, jakby to było, gdyby już go nie wypuściła. Wciągnęła zapach i poczuła jabłkowy płyn dla dzieci.

— Mówiłam, że jak nie tatuś nas znajdzie, to my jego! — powiedziała łamiącym głosem, ale wciąż starała się brzmieć, jakby był to najszczęśliwszy dzień jej życia.

— Nie płacz, Hermina — szepnął smutno, a ją coś ścisnęło. Używając całej siły, jaką miała, zmusiła się do nikłego uśmiechu. — Tak lepiej. Piękna jesteś, jak mère — powiedział swoim słodkim, dziecięcym i podekscytowanym głosem, a z jej gardła wydobył się stłumiony płacz, chociaż nie zrozumiała co znaczy mère.

— Przepraszam… już… już nie będę — powiedziała, uśmiechając się przez łzy, czując przyjemne ciepło w sercu. Orion odwzajemnił jej uśmiech i podbiegł do Malfoya, który stał, przyglądając im się z torbą przewieszoną przez ramię. Orion coś mu powiedział, a później szybko do niej wrócił.

Znowu ją przytulił, szepcząc, że też będzie tęsknił, po czym włożył coś w jej dłonie i zniknął wraz z Malfoyem z Grimmauld Place.

Kiedy spojrzała w dół, zauważyła statek z papieru, który miał pełno kolorowych samochodowych pieczątek, a pomiędzy masztem a ściankami statku schował różę Pana Kostka. Statek nie był idealny, bo to pierwszy, w którego składaniu nie pomagał mu Harry. Cały był zrobiony samodzielnie małymi rączkami, które mocno trzymały cały jej świat.

— Mówiłem ci, żebyś przestała czekać, bo miłość sama cię znajdzie — powiedział Harry, a ona wtulona w niego wybuchła płaczem.



Pierwsze trzy dni, odkąd Orion wrócił ze swoim tatą do Francji, były ciężkie dla Hermiony. Po godzinie płakania w ramionach Harry’ego, zamknęła się w pokoju Syriusza, w którym ulokowali ich małego gościa. Powtarzając sobie, że zachowuje się głupio i przesadza, zakopała się w pachnącej Orionem pościeli.

Czując zielone jabłko i zapach, który jest specyficzny dla małych dzieci, wypuściła ze świstem powietrze spomiędzy drżących ust. Opatuliła się czerwoną pościelą i pozwoliła, by jej ciepło rozluźniło napięte mięśnie, a ćwierkanie ptaka w domku, który Orion zamontował z Harrym na parapecie okna, otuliło ją do snu.

Kiedy obudziła się kilka godzin później, w głowie dudniło jej od płaczu, a przez okno wpadała poświata księżyca.

— Nareszcie — usłyszała głos Harry’ego za sobą.

Czując owinięte wokół jej talii ramię, przekręciła się, by móc zobaczyć przyjaciela. Sięgnął do jej twarzy by wsunąć zbłąkany kosmyk włosów w elastyczną gumkę na czubku głowy.

— Czemu nie śpisz? — zapytała zachrypniętym głosem.

— Pierwszy raz od dziesięciu dni, nie wymęczyło mnie żadne dziecko — powiedział z uśmiechem na ustach — Chyba potrzebuję jakiegoś psa, z którym mógłbym zużywać energię — dodał, a ona pokiwała głową.

— Brakuje mi go Harry, tak cholernie brakuje, a to tylko dziesięć dni — szepnęła.

— Wiem — powiedział, sięgając do kieszeni jeansów. Wyciągnął coś z niej. — Daj rękę.

Hermiona sięgnęłą między nimi dłoń, na której były Gryfon ułożył delikatny łańcuszek z zawieszką. Przewróciła palcem zawieszkę, by lepiej jej się przyjrzeć, po czym sapnęła zaskoczona.

— Gobliny były wniebowzięte tym projektem — szepnął, unosząc się do pozycji siedzącej. Zabrał biżuterię z jej ręki i sięgnął za jej głowę, by pomóc jej zapiąć naszyjnik. — Powiedzieli, że jeszcze nigdy nie zamienili dziecięcego obrazka w srebro.

Chłód na rozpalonej skórze był przyjemny, wręcz kojący. Ze łzami w oczach i uśmiechem na ustach spojrzała na Harry’ego, a później na zawieszkę, którą był mały srebrny statek, kiedyś z papieru, z kolorowymi diamencikami w kształcie garbusów. Idealna kopia statku Oriona, który wręczył jej wcześniej. Każde zgięcie, nawet delikatne rozerwanie na maszcie, wszystko było idealnie oddane.

— On za tobą też tęskni, nie da się inaczej.



Z ulgą nie do opisania, Hermiona rozsiadła się wygodniej w fotelu. Dzisiejszego ranka prawie w podskokach dostała się do Ministerstwa, a później do swojego biura. Nie mogła się doczekać aż minie weekend, by w poniedziałek wreszcie wrócić do pracy, a kiedy do niej wróciła, nie przeraził jej nawet stos dokumentów i kilogramy papierów. Otwartymi ramionami przygarnęła całą pracę, która nazbierała się pod jej nieobecność, bo wiedziała, że zajmie ona rozbiegane myśli i na chwilę zapomni o Orionie.

Szło jej całkiem dobrze. Podzieliła dokumenty na terminy, na bardziej i mniej ważne, i te, gdzie musiała postawić tylko swój podpis. Nim się obejrzała, wybiła godzina lunchu, na który nie miała specjalnej ochoty. Mimo tego sięgnęła do torebki, gdzie spoczywał pojemnik z sałatką i piersią kurczaka, którą przygotował dla niej Harry. Nie chcąc później słuchać wywodów na temat tego, że za dużo pracuje, nie dba o siebie i zacznie ją karmić jak małe dziecko, zdecydowała się zjeść choć trochę.

Już miała się rozkoszować fetą, gdy ktoś zapukał do drzwi.

— Proszę! — krzyknęła, po czym wyciągnęła kalendarz, który jej asystentka uzupełniła przełożonymi spotkania dla Hermionny. Kiedy usłyszała skrzypnięcie klamki, ciche kroki, ale nikt się nie odezwał, uniosła głowę, a jej żołądek ścisnął się ze zdenerwowania. — Malfoy… Czy coś się stało? — zapytała, a gdy nic nie odpowiedział, tylko obserwował ją, jakby czegoś szukał, dodała. — Orion?

Na samo imię, usta byłego Ślizgona rozciągnęły się w uśmiechu. Usiadł w fotelu naprzeciw niej i powoli rozejrzał dookoła.

— Orion — odpowiedział. — Nie wiem, jak tego dokonałaś, bo jest on nieufnym dzieckiem, ale zdaje się, że jest tobą… zauroczony — zakończył, robiąc śmieszną minę, kiedy wypowiadzaił ostatnie słowo. Skwaszoną, jakby spróbował najbardziej kwaśną cytrynę na świecie.

— Gdybym cię nie znała, to powiedziałabym, że to komplement.

— Lepszego nie dostaniesz — odparł. Przez chwilę widziała, jak nad czymś intensywnie myśli, nim spojrzał na nią, a jego twarz stała się nie do odczytania.

— Więc w czym mogę ci pomóc, Malfoy? — zapytała. — I gdzie mój ulubiony chłopak, byłam pewna, że przez jakiś czas nie wypuścisz go z zasięgu wzroku.

— I miałaś rację, jak zawsze, wszystko-wiedząca — odpowiedział i pierwszy raz nie miała mu tego za złe, bo wydawał się rozbawiony, a na ustach błąkał się lekki uśmiech. — Twoja asystentka nie chciała mnie wpuścić, kazała mi umówić się na spotkanie. Poszedłem więc do Pottera, przy okazji odbębniłem kontrolę różdżki. Orion jest z nim za drzwiami.

— Orion tutaj jest? — zapytała podekscytowana tak bardzo, że nawet nie zauważyła zaciekawionego spojrzenia, które posyłał jej Malfoy. — I ufasz Harry’emu?

— Orion dał mu taką rekomendację, że muszę mu chyba jakiś prezent kupić, może mi z tym pomożesz — powiedział.

— Najlepiej psa, strasznie się nudzi bez Oriona — powiedziała rozbawiona, a on przekrzywił śmiesznie głowę.

— Zobaczymy… A teraz, chciałabyś zjeść z nami lunch? Orion się ucieszy, widząc cię.

Nie odpowiedziała, a Malfoy parsknął bardzo nie Malfoyowskim śmiechem, widząc jak bursztynowe oczy zrobiły się wielkie ze szczęścia, a ich właścicielka kiwała gorliwie głową.



Hermiona westchnęła, a na jej ustach pojawił się lekki uśmiech, gdy tak spoglądała na chłopca, który po godzinie latania po placu zabaw i zjedzeniu lekkiego lunchu, zasnął w jej ramionach. Przez dziesięć dni, które z nim spędziła, przywykła do tego słodkiego ciężaru, dlatego kiedy Malfoy chciał jej go zabrać, by ją odciążyć, odgoniła jego dłonie jak natrętną muchę.

— Daj mi jeszcze chwilę nim go zabierzesz — szepnęła. przymykając oczy. Mogła wtedy prawie udawać, że dalej nie znaleźli taty chłopca i wciąż przebywał z nimi na Grimmauld Place. Prawie, bo przeszkadzały jej szare oczy, które ani na chwilę nie spuszczał z niej wzroku.

— Chciałem ci podziękować… Gdybyś go wtedy nie zobaczyła… Nawet nie chcę o tym myśleć.

— Przestań. Nie powiem, że było łatwo, bo często mu cię brakowało, ale były to najfajniejsze dni od długiego czasu. Orion jest wspaniałym chłopcem, muszę powiedzieć, że spisałeś się z nim na medal! — powiedziała oraz z rozbawieniem obserwowała, jak jej towarzysza rozpiera duma.

— Muszę powiedzieć, że z twoich ust, Granger, brzmi to jak stoprocentowy komplement.

— Proszę, dobrze wiesz, że nim był. Zaczyna się robić chłodno. Może zechciałbyś wpaść do nas na herbatę? Harry ma coś dla Oriona.



Czując deja vu, Hermiona ułożyła na kanapie chłopca, który wciąż trzymał w rączce paczkę mgiełkowych żelek. Znając zamiłowanie Oriona do słodyczy, Harry od razu je kupił, nim jeszcze stały się nowością u George’a. Po zetknięciu ze śliną zmieniały się w buzi w mieszankę wybuchową owocowych smaków i stawały się… strzelającą mgiełką. Pod ramię włożyła mu Panią Kostkę, którą uszyła Molly, po tym jak Harry opowiedział jej o chłopcu. Na stopach miała czerwone baletki, a na głowie tiarę z czerwonymi różyczkami — była idealna dla Pana Kostka. Rzuciła zaklęcie, by młody Malfoy nie mógł spaść, przykryła go lekkim kocem i pocałowała w czoło, po czym skierowała się w stronę kuchni. W jej wejściu stał Malfoy, który obserwował jej poczynania z wyrazem twarzy nie do odczytania Prześlizgnęła się pomiędzy nim a framugą, by wejść do jasnego po remoncie pomieszczenia. Jasna zieleń ścian uspokajała jej rozszalałe ze zdenerwowania serce, bo teraz kiedy Orion spał, nie wiedziała, jak potoczy się dalej to niespodziewane spotkanie.

— Więc… — zaczęła, a Draco jej przerwał.

— Wierzę, że dalej pamiętasz, jaką piję herbatę — powiedział, a ona poczuła ulgę, wiedząc, że daje jej czas na zebranie myśli przy robieniu ciepłego napoju.

Krzątając się w kuchni, wyciągając kubki, saszetki i miód z szafek, nastawiła czajnik elektryczny. Błagała, by czas gotowania wody wydłużył się o jakieś kilkanaście minut.

Zagrzała się po pół minuty. Jej pech.

Gotowe napoje postawiła na filcowych podkładkach, a z szafki wyjęła rurki waflowe o smaku czekoladowym z miętowym nadzieniem.

— To wcale nie jest niepokojące, że wiesz, jak piję herbatę, choć nie widzieliśmy się tak naprawdę od mojej sprawy te cztery lata temu, to jeszcze masz moje ulubione mugolskie łakocie.

— Wcale — przyznała, uśmiechając się na rozbawiony głos byłego Ślizgona. — Widzę, że od Hogwartu pod tym względem się nie zmieniłeś, a Orion ma zamiłowanie do wszystkiego co słodkie po tobie. Jesteście jedynymi osobami, które tolerują Lukrowane Toffi, a mają one w sobie więcej cukru, niż wszystkie słodkości w Miodowym Królestwie.

— Cóż mogę powiedzieć, rodzice mnie pod tym względem nigdy nie pilnowali, a do tego zasypywali tonami słodyczy — rzekł, by po dłuższej chwili dodać — wszystko, by mieć chwilę spokoju.

— A już chciałam powiedzieć, że cię rozpuścili — mruknęła, sięgając po jedną rurkę.

— Och, Granger, chyba nie zapomniałaś, że mówisz o rozwydrzonym księciu ze Slytherinu? — zapytał, udając zdziwienie, a kobieta parsknęła śmiechem, który próbowała zagłuszyć przyłożeniem dłoni do ust. 

— O byłym rozwydrzonym księciu ze Slytherinu, owszem, zapomniałam! To czar Oriona i tych wszystkich jego opowieści. Nie pomyślałabym, że ten chłopiec, który uważał, że mugole są poniżej jego godności, gdy dorośnie, będzie żył w ich świecie, uczył swojego syna piłki nożnej, odrabiał zadania z matematyki i chodził z nim na place zabaw.

— Lubię zaskakiwać — powiedział, sięgając po kubek z letnią już herbatą. Zamoczył w niej usta, a te szare oczy wręcz ją paliły, gdy czuła na sobie cały czas to nie odgadnięte spojrzenie. Miała wrażenie, że zastanawia się bardzo intensywnie nad tym, co jeszcze chce i może jej powiedzieć. A kiedy usłyszała kolejne słowa wypływające z wąskich ust, zrozumiała czemu mógł mieć obawy, by powiedzieć to, co chciał. — Chociaż wierz mi, gdyby nie wojna i fakt, że musiałem zaopiekować się Orionem, bo moi rodzice nie dostali by do niego praw, a nie chciałem by wylądował w Walii i każdy go nienawidził za zbrodnie jego rodziców, to nadal byłby tym pieprzonym gnojkiem, któremu złamałaś nos.

— To kim byli jego rodzice? Nie wierzę, że ktoś mógłby go nienawidzić przez to, kto jest jego rodzicami.

— Nie chcę, byś zmieniła o nim zdanie — powiedział niepewnie, a Hermiona poczuła ssącą ciekawość w podbrzuszu, mimo lekkiego niepokoju, który zaczął skradać się i owijać swoje lepkie macki wokół jej osoby.

Draco wstał z krzesła i bez słowa skierował się do salonu, gdzie na kanapie wciąż smacznie drzemał Orion. Usiadł na fotelu, który stał od strony kanapy, gdzie leżała chłopca głowa.

Wciąż trzymając kubek z herbatą, którą podgrzała jednym skinieniem palca, czując zimne dreszcze przebiegające jej po plecach przez obrót, jaki obrała ich rozmowa, skierowała się do wersalki. W przeciwieństwie do mężczyzny nie usiadła na wolnym fotelu, a raczej spoczęła na kanapie, układając sobie chłopca nogi na swoich kolanach.

Niby kto taki mógł być rodzicem Oriona, nim Malfoy go adoptował magią krwi, robiąc z niego Malfoya, że były Ślizgon obawiał się jej reakcji i zmiany nastawienia do tego cudownego chłopca?

— Nie zmienię — przyrzekła, doskonale wiedząc, że nawet jakby był synem Voldemorta, to i tak nie zmieniłoby to jej uczuć do tego małego urwisa z czupryną czarnych włosów.

— Nie wiesz tego.

Czupryną czarnych włosów. I niebieskich oczu. Myśl Hermiono, myśl. Czarne włosy, niebieskie oczy, powiązany z rodziną Malfoyów, ale Malfoyowie nie posiadali takich cech.

Serce zabiło jej mocniej.

Kiedy pierwszy raz zobaczyła Oriona, wydał jej się dziwnie znajomy, jakby już kiedyś go widziała. Tak naprawdę widziała takie włosy i kolor niebieskich tęczówek, praktycznie idealnie takich samych, na ile to było możliwe, bo wszyscy wiedzieli, że nie ma takich samym drugich oczu na świecie.

Syriusz.

Tylko, że nie mógł być Syriusza, więc czyj?

— Bella… — Z jej ust wydobył się drżący szept. Widzą, jak Draco napina mięśnie, jakby oczekiwał ataku, rozluźniła palce na porcelanie, a jej pobielałe palce wróciły do naturalnego koloru. — Dlaczego miałoby to cokolwiek zmienić?

— Bo jest synem kobiety, która nienawidziła cię całą sobą, chciała zobczyć martwą i torturowała w moim rodzinnym domu?

— Powiedz mi, czy ty znienawidziłeś swoich rodziców po tym, jak musiałeś się dla poświęcić nich? — dopytała, do końca nie będąc pewną, czy uzyska odpowiedź. Jednak bardzo na to liczyła.

— Nie — odparł, a w lekko zachrypniętym głosie wyczuła nutkę napięcia i niepewności.

— Dlaczego?

— Bo mimo wszystko ich kocham — odpowiedział, a Hermiona pokiwała ze zrozumieniem głową.

— Ja pokochałam Oriona, Draconie — powiedziała, odgarniając czarne włosy z czoła chłopca. Po czym uniosła spojrzenie na byłego Ślizgona. — Zresztą, on jest twój, nie Belli.

Pierwszy raz, odkąd zobaczyła go te kilka dni temu, Hermiona zauważyła, jak maska, którą zawsze przywdziewał, rozsypuje się na kawałki pod wpływem jej słów. Szare oczy zrobiły się wielkie, a było w nich widać tyle emocji, że zakręciło jej się w głowie na myśl, co musi się dziać w jego wnętrzu.

Szok. Niedowierzanie. Zaskoczenie. Zaciekawienie. Uznanie. Szczęście. Ulga. Miłość.

— Jeszcze żadna kobieta, z którą myślałem, że mogę dzielić życie, nie potrafiła pokochać Oriona — powiedział oniemiały. — A wszystko, co musiałem zrobić, to wrócić do Anglii i dać ci na dziesięć dni, dzięsięć! dni Oriona. Nie wiem, jak to zrobiłaś.

— Przestań — mruknęła.

— Nie. Jestem śmiertelnie poważny, Granger. Żadna go nie pokochała, bo Orion jest trudnym dzieckiem, mówię to z bólem, ale taki jest fakt. I za każdym razem, gdy miałem kogoś, na kim mi zależało, on nie dał się im poznać, nie chciał pokazać, jak cudownym jest chłopcem i je odtrącał. Ale ty, ty pojawiasz się w naszym życiu...

— Teoretycznie, to on w moim… — mruknęła, ale Draco kontynuował, ignorując ją.

— … i w dziesięć dni, dziesięć! przekonujesz do siebie Oriona, gdzie niejedna miała miesiące, rozumiesz co to znaczy? Dziś pojawiliśmy się w twoim biurze, tylko dlatego bo od tygodnia nie zamykał się i mówił tylko o tobie. Bo Hermina to, a Hermina tamto. Uwielbiam go, ale myślałem, że ucho mi zwiędnie.

Mówił i mówił, a Hermiona czuła, jak policzki jej różowieją. Czuła uderzające w nią gorąco, ale nie było ono spowodowane upałem wciąż szalejącym na zewnątrz, a tyradą wydobywającą się z ust arystokraty. Wypluwał on z siebie taki zasób słów i z taką prędkością, że momentami nie mogła go zrozumieć, a innymi chciała bardzo nie rozumieć, bo komplementy od Malfoya nie były codziennością i sprawiały, że czuła się niepewnie.

— Draco… — szepnęła jego imię, gdy wołanie po nazwisku nic nie dało.

Zamilkł na chwilę, a ona odetchnęła.

— Nie rozumiesz — powiedział. Potarł dłońmi twarz, na której odbił się temat ich rozmowy i poważnie na nią spojrzał. Zniknął szelmowski uśmieszek w kąciku ust, rozbawiona nuta w głosie i sarkastyczny humor. Zostało to penetrujące spojrzenie, ale szukające czego, nie wiedziała. — Mère, znaczy mama po francusku, Granger.

— Ale… Ale… — zamilkła. Nie wiedziała, co miała na to odpowiedzieć. Za to czuła wypełniające ją powoli szczęście, które próbowała stłamsić. Nic dobrego z tego nie mogło wyjść.

— Chciałem się ciebie spytać na lunchu, czy chciałabyś widywać Oriona, ale teraz myślę, że…

— Przepraszam! — pisnęła, po czym przykryła zaskoczona usta dłonią.

— … że dostając jego, dostajesz w pakiecie mnie — powiedział, znowu ją ignorując, a Hermiona zamrugała powiekami, próbując zdecydować, czy śni. — Moje piętnastoletnie ja pewnie wali gdzieś głową w mur, ale ja chciałbym poznać kobietę, którą się stałaś, bo musisz być wyjątkowa, skoro skradłaś serce mojego syna.

— Wyjątkowa… — wyjąkała, a on się zaśmiał.

— Tylko tyle zrozumiałaś? — zapytał, a ona wystawiła mu język, na co pokręcił rozbawiony głową. — Wyjątkowa, ale jeśli komuś powiesz, że to powiedziałem, wszystkiego się wyprę!

— Więc?

— Więc randka. Byłaś kiedyś w Luwrze?



* mère - znaczy mama po francuzku.
* mgiełkowe żelki wymyśliła Wiktoria R. z grupy Dramione PL na facebooku, bardzo dziękuję! <3 

15 komentarzy:

  1. Miniaturka niesamowita! Jestem nią mega, mega zauroczona! 😍😍
    Pomysł nietuzinkowy i naprawdę fajnie przedstawiony. Szkoda jednak, że nie wyjaśniłaś jak Orion znalazł się w Anglii bo to mnie najbardziej intryguje 😉. Naprawdę super przedstawiona relacja Hermiony z chłopcem, którego - swoją drogą - wykreowałaś na niesamowicie urocze dziecko. Z przyjemnością mogłabym się takim opiekować. Naprawdę uwielbiam dzieci 😊
    No i końcówka - wyznanie Draco dokładnej - jest fantastyczna i mega mega słodka. Ogólnie ten tekst cały czas czytałam z takim wielkim uśmiechem na ustach!
    Jeszcze raz gratuluję świetnej miniaturki i wszystkiego dobrego, przede wszystkim zdrówka dla synka 😊
    Pozdrawiam i życzę weny na kolejne teksty ❤,
    Chatlotte

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz ze ja wiem jak on się tam znalazł? Miałam cały wątek do tego, ale jakoś nie mogłam go ładnie dodać do tej całości ;( jak chcesz, to mogę co zdradzić, kto i dlaczego go zabrał.

      Nie mogłam się doczekać wręcz kiedy będę mogła się nia pochwalić. Pierwsza moja mini z tym pairingiem, i mimo, że więcej jest o Hermionie i Orionie, to myślę, że pojawienie się Dracona w drugiej części to rekompensuje.
      Uwielbiam pisać dzieci! <3
      Dziękuję bardzo za Twój komentarz i za twoje życzenia. W tym maju się przyda to zdrowie w 120 procentach.

      Buziaki :*

      Usuń
  2. Ojejku, fantastyczne! Orion i moje serduszko skradł. A relacje Hermiony i Harry'ego, są chyba jednymi z moich ulubionych! Nie lubię słodkich miniaturek, ale ta jest taka wyjątkowa, że nierealne nawet by było to, abym się nią nie zauroczyła niczym Orion Hermioną. Te mère, wiedziałam, że skądś to kojarzę. A i moje mgiełkowe żelki pozytywnie mnie zaskoczyły,sama bym ich z wielką przyjemnością spróbowała. Nie wiem co jeszcze napisać, kocham tą miniaturkę, leci do ulubionych, czekam na Lady Ambrosie (na 100% źle napisałam, ale nie chce mi się już sprawdzać). Życzę dużo weny i pozdrawiam serdecznie! Ucałuj swojego synka! Vinci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zamierzała się cieszyć z promieni słońca, miętowych lodów i sukienek, ale cholera, pot się z niej lał. To brzmi jakby cieszyła się promieniami miętowych lodów i promieniami sukienek. :o XDD

    Dla tego loda żałuję, że to nie ciebie pokochałem pierwszą
    Nie przepadam za pairingiem Herm x Harry, ale ten tekst jest przeuroczy!

    Weszła do domu, a w przedpokoju odrazu przywitał ją przyjaciel z łyżką w dłoni.  O nie, wyobraziłam sobie Harrego niczym Molly. O nie, nie nieeeee! Zniszczyłaś mi życie. XD

    czyj jest ten brzydki, rudy kot O Boże, kocham to! XD

    Skąd wiesz o Orionie? Jakt to go masz?  Literówka.

    — Daj mi jeszcze chwilę nim go zabierzesz — szepnęła. przymykając oczy. Wkradła Ci się kropka zamiast przecineczka.

    Wyjątkowa, ale jeśli komuś powiesz, że to powiedziałem, wszystkiego się wyprę!  AWWWWWWWW <3


    Całkowicie zawładnęłaś moim sercem tym tekstem! Całkowicie! Kurwa, to było zajebiste. To JEST zajebiste. Urocze, emocjonujące! Miałam łzy w oczach pod koniec! Nie wiem, co powiedzieć, by oddać całokształt tego, co właśnie czuję. Ten tekst jest piękny. Nic dodać, nic ująć. Uwielbiam takie przedstawienie Draco, więc cholera, napisz coś jeszcze z takim Malfoyem, błagam!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie to urocze :) Chciałam powiedzieć, że słodki, uroczy tekst, a ociekające mdłym lukrem wielkie nic, to jednak zasadnicza różnica i w tej przeuroczej miniaturce doskonale jest ona widoczna. Wcale nie uważam, żeby coś tu było przesadzone. Orion skradł i moje serce, udało mu się to już w pierwszym akapicie (pan Kostek - ja też chcę mieć!!!) a o to wcale nie tak łatwo, bo ja jakąś mega wielbicielką dzieci nie jestem ;)

    Najbardziej mi zabrakło jakiegoś wyjaśnienia, skąd i w jaki sposób maluch znalazł się w mugolskim Londynie, skoro mieszka we Francji. Intrygujące i ogromnie mi szkoda, że nie ma żadnej wzmianki na ten temat w rozmowie Hermiony i Draco. No właśnie, Draco... Jest go stosunkowo niewiele w tej opowieści, ale skoro się już odnalazł, to wypadł świetnie. Uwielbiam taką niesamowitą bliskość i tę cudowną przyjaźń między Harrym i Hermioną, choć tu akurat jest jeszcze niewielka zaszłość bliższej natury, ale o tym po prostu staram się nie myśleć ;)

    Miniaturka świetna i jestem zachwycona, że do niej dotarłam. Pozdrawiam :)

    Margot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam ponownie w moim progach! Tęsknilam ;) twoje słowa wiele dla mnie znaczą, czasami ciężkim zachować ta równowagę i nie przesadzić że słodycza, zwłaszcza w takich rodzinnych miniaturkach.

      Jak wyżej wspomniałam mam cały wątek odnosnie tego jak Orion znalazł się w Anglii, ale nigdzie nie mogłam go ładnie wmasować. Zaczynam powoli się zastanawiać czy nie napisać a'la drugiej cześć z perspektywy Dracona. Ale to daleko przyszłościowy plan ;) żeby właśnie wyjaśnić tą zagadkę.

      Kolejna nie fanka Harry x Hermiona pairing? W mojej głowie tam nie ma romantycznego uczucia między nimi. To co się wydarzyło było czysta potrzeba drugiej osoby w tak trudnych czasach jak wojna. Świadczy o tym wyznanie harryego, że żałuję że to nie ja pokochal, i że po uszy jest zakochany w Ginny. Także, nie ma co nie myśleć o czymś czego nigdy nie było, to czysta miłość przyjacielska ich łączy.

      Ogromnie się cieszę, buziaki. ;)

      Usuń
    2. Może nie tyle nie - fanka, co osoba, która tę dwójkę najbardziej lubi jako cudownych przyjaciół. Bliskich sobie, wiernych, lojalnych i kochających, ale przyjaciół. Każde z nich zasłużyło, żeby taką osobę mieć przy sobie.
      Jeśli natomiast o nie - czy raczej antyfankę chodzi, to pairing Hermiona - Wesley jest dla mnie rzeczą absolutnie nie do przyjęcia, nie do strawienia i ogólnie nierealną do stworzenia zdrowego, dobrze funkcjonującego i uczuciowego związku. Nie! Nie! I jeszcze raz nie!
      Nie pogardziłabym tym wątkiem: jak Orion znalazł się w Anglii, serio. Niewielki choćby sequel miałby rację bytu, bo nawet w rozmowie Hermiony z Draco nie padło słowo wyjaśnienia, a w końcu to kilkuletni chłopiec, który nie potrafi raczej samodzielnie zmaterializować się w innym państwie ;) Część z perspektywy Dracona byłaby mile widziana i sensowna. Może by nawet wyszła nieco dalej poza ostatnie zdanie i pokazała, że to nie tylko chęć zapewnienia komfortu i żeńskiej opieki synowi skłoniła Draco do złożenia Hermionie propozycji widywania Oriona w pakiecie z nim samym ;)
      Pozdrawiam :)

      Margot

      Usuń
    3. To widzę, że mamy takie same spojrzenie na te dwa pairingi. Też wolę harryego z Hermioną jako przyjaciół, ale znowu wybierając między nimi, a Ronem dla niej, stawiam na Harry’ego. Kompletnie nie widzę Romione ;)
      No to ja się postaram o tą drugą część ;)

      Usuń
  5. Co prawda ostatnio ledwo co się trzymam na nogach o tej porze, ale jak teraz nie napiszę komentarza, to znów się odwlecze, a to nie przystoi. Może być nieco nieskładnie, ale zapewniam, że będę pisać z serduchem w dłoniach. ;) Mini przeczytałam we wtorek albo w poniedziałek (sama już się gubię, kurczę). I czytałam ją o 2:30, ale nie mogłam się oderwać i przerwać w trakcie, więc potem musiałam zmartwychwstawać rano i cały dzień odtwarzałam rolę zombie. Podczas czytania porobiłam screeny fragmentów, o których coś tam więcej pomyślałam, więc teraz lecę je przeglądać i komentować. :d

    Hahaha, pierwszy screen to oczywiście ten o lodzie. XD Widziałam wcześniej ten fragment o tym, czego Hermiona pragnie od potencjalnego faceta, i znów, tak samo jak wtedy, mocno mnie to ujęło. Bo to takie prawdziwe, że właśnie tego kobiety szukają. Jednak potem – HARRY: „Dla tego loda żałuję, że to nie ciebie pokochałem pierwszą”. O MATKO, hahahah, genialne! Chyba nigdy nie zapomnę tego tekstu, tak Ci się on udał. :D

    Czy podoba mi się ta wzmianka HarryxHermiona? Uniosłam brwi na te pierwsze razy, a potem wzruszyłam ramionami. Nie kręci mnie ta dwójka razem, ale czemu nie. :d

    Kolejny screen to moment, w którym oddałaś kwintesencję Hermiony. To, że Harry mówi, że znając ją, ma na pewno duuużo dni zaległego urlopu. :D Mogłabym sobie rękę uciąć, że całkiem niedawno czytałam coś podobnego o pracoholizmie, chociaż wydaje mi się, że chodziło o Draco (muszę przestać tak dużo czytać, bo potem mi się wszystko miesza, ech), ale generalnie no to idealnie pokazuje jej osobowość. + Później jest jeszcze moment, w którym Hermiona rzuca się w wir pracy, żeby przestać się smucić z powodu odejścia Oriona. To też cała ona. <3 Mechanizm obronny mode on.

    Dalej mam moment z placem zabaw. Kurczę, jak Ty potrafisz o WSZYSTKIM pomyśleć! *-* Jestem pod wrażeniem, że pamiętałaś o tym, że place zabaw to raczej są mugolskie i Orion może ich nie znać. W życiu bym na to nie wpadła! Szacun. Pokazuje to Twoją czujność do szczegółów.

    Potem było zdanie o poziomie Rona i tam musiałam przeczytać to kilka razy, bo przecinek trochę przeszkadza w odbiorze. „Teraz, tak jak wrażliwość, nie mieści się on w pieprzonej łyżeczce do herbaty!”

    Urocze jest to, jak kreujesz Oriona. Nie robisz z niego geniusza (co często właśnie widzę w opowiadaniach). Jest on normalnym dzieckiem, które rozkosznie przekręca imię Hermiony i mówi niepoprawnie. I znów się powtórzę, ale to jest właśnie ten Twój realizm, to takie trzymanie się ziemi, a nie odpływanie gdzieś hen hen wysoko, gdzie żaden normalny, przeciętny człowiek nie sięga.

    Okej, dalej. Powiem Ci, że we fragmencie, gdy Hermiona spotyka Lucjusza, czegoś mi zabrakło. Opisu chyba. Wydaje mi się, że przydałoby się tam trochę pokazanie starszego Malfoya, bo teraz to takie jest… troszkę bezpłciowe. W sensie Granger wpada do niego do Francji, a on tylko uśmiecha się drwiąco, jak gdyby to było totalnie normalne, że się u niego pojawiła. Kompletnie nic nie można o nim powiedzieć. ALE dalszy dialog powalił mnie na łopatki: „Mój syn jest pediatrą, nie psychiatrą”. Perełka. :D

    Kolejny screen to moment, w którym Draco pokazuje, jak bardzo się denerwuje tym, że nie może znaleźć syna. To było… piękne? Takie… nie wiem, jak to ująć w słowa, ale podczas czytania widziałam to przed oczami. To, jak mu maska opada, jak z wyniosłego typka staje się niespokojny, zdenerwowany. Fajnie to przedstawiłaś słowami.

    Następna scena to ta, gdy Draco ze skwaszoną miną mówi Hermionie, że jego syn jest nią ZAUROCZONY. Hihi, wyobrażam sobie tę jego kwaśną minę, nawet samo słowo „zauroczony” w jego ustach to coś cierpkiego. Podśmiewuję się z niego w duchu. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I na sam koniec KOCHAM kreację Malfoya w Twoim wykonaniu. A dokładniej chodzi mi o to penetrujące spojrzenie, to takie wnikliwe obserwowanie Hermiony, jakby próbował rozwiązać skomplikowaną zagadkę. Gdyby to mnie potraktował takim wzrokiem, to bym się wiła, bo to przecież takie mega niekomfortowe. Mogłabym go w sumie określić jednym słowem: intimidating (przez czytanie ficków po angielsku tracę z głowy polskie wyrazy, to straszne, serio). Kochamkochamkocham.

      I wiesz, gdy już skończyłam czytanie tej miniaturki, to mi się zrobiło zwyczajnie smutno. Nie wiem, czy w dzień przeżyłabym to tak samo, pewnie nie, ale w nocy wszystko wydaje się człowiekowi inne, prawda? I, kurczę, odłożyłam telefon, leżałam i czułam taką… pustkę w sobie? Bo to piękna historia i szczęśliwe zakończenie, i nie wiem, to realne życie mnie przytłoczyło. A ta historia sprawiła, że przez chwilę świat wydawał się piękny. Właśnie dzięki Twoim słowom, zdaniom.

      Powinnam jeszcze napisać coś o całości, o fabule jako takiej, o pomyśle, ale to już ponad 700 słów i jestem na drugiej stronie Worda. xD Więc tak krótko rzeknę, że czekałam na tę miniaturkę, na słodkiego Oriona i bardzo, bardzo mi się podobało. I nawet nie rzucił mi się w oczy aż tak brak wyjaśnienia, skąd chłopak wziął się sam w Londynie, ale jeśli zamierzasz dopisać do tej historii jeszcze więcej, to oczywiście jestem za. :D

      No, już się zamykam, bo pewnie ten komentarz znów będę musiała podzielić na dwa, bo się nie zmieści… Gdybym tak pisała własne teksty, to byłoby cudnie. ^^
      Buziaki! :*

      Usuń
    2. Po Twoim wstępie doceniam ten piękny, cudny komentarz x123456789 mocniej! Uściski i buziaki ślę za niego ; ) No i powiem ci, że ja nie wiem jak ty to robisz, ale nie ważne na ilu godzinach snu lecisz, twoje komentarze zawsze są składne.

      Żeście wszystkie się czepiły tego tekstu Harry'ego no, haha :D A on typowym facetem tam jest! Cieszę się, że nie raził i nie psuł całości ten tekst.

      Bo HarryxHermiona tutaj nie są ważni. Uwielbiam, jak w ang ficach zawsze wspominają o tym, że gdy Ron ich zostawił w lesie, ta dwójka używała siebie nawzajem by poczuć bliskość drugiej osoby. A to o pierwszych razach, to były one tylko Hermiony, bo Harry niby co nie co przerobił z Ginny przed wojną :D

      Te genialne dzieci to tylko Dracona i Hermiony, haha, ale czasem i sama przewracam oczami. Np w The Request jest KAtie i ona mając cztery lata zna się na zegarku, ma własną encyklopedię i umie wszystko co panie dopiero ją mają uczyć w przedszkolu/szkole :D Nie chcialam takiego Oriona, miał być zwykłym dzieckiem, które tęskni za tatą, ale jak nigdy daje się poznać innym osobom.

      Możliwe, że fragment z Lucjuszem jest jaki jest, bo... pisałam go kompletnie na spontanie. Za cholerę nie wiedziałam jak ugryźć fragment, gdy Hermiona spotka się z Draconem i Lucjusz nie był tam naprawdę ważny.

      I kurczaki, dziękuję dziękuję dziękuję, za to co napisałaś na końcu! W sensie, nie cieszę się, że poczułaś się smutna, ale z drugiej strony wiedzieć, że umie się wywołać w kimś tak silne emocje jest rewelacyjne!

      Było by, no bo gdzie jest moje Hansy?:>

      :*

      Usuń
  6. Na wstępie przepraszam, że tak późno dodaję tutaj komentarz. Ostatnio jednak cierpię na chroniczny brak czasu, a w wolne wieczory najzwyczajniej w świecie przytulam się do Małej i idę spać razem z nią. ;) przemęczenie totalne się kłania.

    Moją opinię na temat tej mini znasz jeszcze z czasu twórczego procesu. Kreacja Oriona ujęła moje serce od samego początku - jest cudowny. Dopracowany w każdym punkcie, po prostu idealny - syn, jakiego chciałoby się mieć. :)
    Tak samo dopracowane są kreacje starszych bohaterów - umiesz przekonać czytelnika do swojej wizji świata. Umiesz sprawić, że się po prostu zakochujemy. Ja jestem totalnie zauroczona. Zwłaszcza pana Kostkiem (chyba muszę się porozglądać za takim przyjacielem dla mojej Małej ;) ).
    Dramione w Twoim wykonaniu jest lekkie i naturalne. Z przyjemnością się czyta ich historie - za każdym razem wykreowaną w zupełnie inny sposób. Za to Ci dziękuję. Za każdorazową inspirację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wstyd, tak późno ci odpowiadać, ale no cóż. Powiem Ci, że na twoje I Agaty komentarze czekam zawsze z zapartym tchem! Ciekawi mnie ogromnie na co zwrócicie uwagę, co przypadnie do gustu, a czego zabrakło.

      Pana Kostka poznałam u koleżanki córki, w czasie Halloween w sklepach były dmuchane uśmiechnięte kościotrupy. Bardzo go chciała, tego pana kostka. Ja go trochę zmieniłam, dałam inne ciałko, inaczej go ubrałam.

      Pozdrawiam :*

      Usuń
  7. Ale ty jesteś niesamowita... Przepraszam, ale w chwili obecnej nic lepszego nie sklecę. Jesteś po prostu niesamowita.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję ;) wierz mi, takie komentarze też są mile widziane, każde najmniejsze! ;)

      Usuń